WNS_0013

 

Nasze pozycje są ostrzeliwane każdego dnia. Przeciwnik prowadzi ogień artyleryjski, moździerzowy, także przy użyciu Wozów Bojowych Piechoty (BMP). Uważam to za próbę rozpoznania naszych pozycji, zdolności obronnych- a co będzie dalej, nie wiem- zobaczymy.- mówi dowódca Terytorialnego Batalionu „Sanycz” opisując sytuację na długim odcinku frontu ciągnącego się wokół Jasinowatej.

Udajemy się w podróż wzdłuż linii frontu pomiędzy Jasinowatą, a Awdiejewką. Od miesięcy jest to jeden z najbardziej newralgicznych odcinków. Stało się tak odkąd wojska ukraińskie przystąpiły do regularnych ataków i ostrzałów pozycji obronnych wojsk Donieckiej Republiki Ludowej w rejonie punktu kontrolnego na drodze pomiędzy Donieckiem, a Jasinowatą, wokół stacji uzdatniania wody i dalej: Wasiliewka, Krasny Partyzant, a w ostatnich tygodniach również Kruta Bałka.

Zgodnie z tzw. „Porozumieniami Mińskimi”, z frontu powinna zostać wycofana ciężka artyleria, a tym bardziej czołgi i wozy bojowe. Ostrzały nie tylko wspomnianych rejonów, ale również nasilające się naruszenia zawieszenia broni na zachodnich obrzeżach Doniecka świadczą o czymś całkowicie odwrotnym. Przedstawiciel misji obserwacyjnej OBWE Aleksander Hug podczas swojej wizyty w Krutej Bałce nie był zainteresowany stanem faktycznym, ale próbował wmówić opinii społecznej, że to wojska DRL zajęły tę miejscowość- która w ich rękach znajduje się od lat.

Zainteresowania OBWE nie wzbudza również fakt, że wojska ukraińskie prowadzą taktykę wojny pełzającej. Pod osłoną swojej artylerii (której Hug również nie widzi) zbliżają się nieustannie w stronę linii obronnych DRL. Gdzie strefa rozgraniczenia? Gdzie strefa neutralna?

Ważniejsza sprawa, to co dowództwo sił DRL zamierza z tym faktem zrobić? Jest oczywiste, że sprawą priorytetową dla donieckich władz jest przestrzeganie „porozumień mińskich”- niemniej to właśnie strona ukraińska zajmuje coraz to nowsze pozycje, o czym nie raz informuje za pośrednictwem swoich mediów. Dwa lata temu analogiczna sytuacja miała miejsce w Debalcewo, skąd siły ATO nie tylko nie wycofały ciężkiego uzbrojenia, ale regularnie się nim posługiwały. Może już czas na powtórzenie scenariusza, zanim nie będzie za późno? Wszak kotły to jest to co siły ATO lubią najbardziej.

Podczas swojej podroży spotykamy bardzo wielu żołnierzy pochodzących z „terytoriów okupowanych”. Linia frontu jest niezwykle newralgiczna i każda informacja może posłużyć stronie ukraińskiej. Z tych dwóch powodów minimalizujemy liczbę robionych zdjęć, nie zamieścimy nazw odwiedzonych miejscowości, podobnie imiona wypowiadających się żołnierzy i cywili- pozostają do informacji redakcji.

Obecnie walczących przeciwników oddziela często dystans zaledwie 400 metrów. Siły ukraińskie stacjonują od przyfrontowych wiosek w odległości niejednokrotnie mniejszej aniżeli kilometr. Są to małe osiedla składające się z daczy i domków jednorodzinnych, w dużej części niemal opustoszałe. Mieszkańcy często w rozmowach z żołnierzami pytają dlaczego przeciwnik ostrzeliwuje tę część osiedla w której ze świeczką szukać kogokolwiek w mundurze. Takie pytanie towarzyszy moim wyjazdom od dwóch lat: dlaczego najmniejsze prawdopodobieństwo bycia zabitym przez np. pocisk moździerzowy jest właśnie tam gdzie są żołnierze?

Na ogół żołnierze żyją w dobrych stosunkach z cywilami, bardzo często ci drudzy przynoszą mundurowym mleko, bądź inne produkty ze swoich małych działek. Zauważalna jest jednak niepewność o to co przyniesie przyszłość- bliska odległość wojsk ukraińskich nie napawa optymizmem, głównie dlatego, że armia DRL ma kategoryczny zakaz prowadzenia działań wojennych, wliczając w to prewencyjne uderzenia.

  • Chodziłem nieraz do ludzi mieszkających tam, na ulicy […]. Prosiłem ich jak człowiek, aby wyłączali światła na podwórzu na noc. Kiedy cały teren jest opuszczony, oni są jak latarnia, łatwy cel dla AGS-a. Nie słuchali, aż pewnej nocy pocisk moździerzowy uderzył w dom całkowicie niszcząc kotłownie- na szczęście nikomu nic się nie stało- opowiada jeden z żołnierzy. Pytam, czy nie mógł nakazać zaciemnienia mieszkańcom

  • Oczywiście, mogliśmy- dla ich dobra. Tylko my tutaj nie jesteśmy okupantami, oni wszyscy to nasi rodacy, to za nich się bijemy. Stracić zaufanie można bardzo szybko, ale budować je trzeba bardzo długo.

    Foto poniżej: okna u jednego z goszczących nas cywilów

Sami żołnierze mieszkają w dobrych warunkach, śmiało stwierdzę, że w moim donieckim mieszkaniu jest o wiele chłodniej, aniżeli u nich. Dla nich jest to drugi dom, z którego wg rotacji udają się na pozycje strażnicze rozciągające się na wzgórzach- tam można często zapomnieć o płonących węglach w piecyku, dym zdradza obecność i naprowadza na cel.

Mają również kontakt z rodzinami, o ile te znajdują się po tej stronie frontu. Jeden z moich rozmówców opowiada z dumą o swojej 9 miesięcznej córce, sam służy już prawie trzy lata. Karabin pierwszy raz w życiu zobaczył na krótko przed walką, po niej nauczył się go rozbierać i czyścić. W 2014 roku nie było czasu na szkolenia. Męczy go jednak to, że o ile w rejonach przyfrontowych ludzie odnoszą się do żołnierzy z szacunkiem, o tyle w miastach, przez które przetoczyła się wojna, ale już dawno temu, tego szacunku jest coraz mniej.

  • Ludzie zapominają o tym, że trwa wojna i niemal każdego dnia ktoś z nas ginie- skąd też mają wiedzieć, skoro w mediach o tym rzadko się mówi? Nieraz słyszałem zarzuty, że jestem w wojsku dla pieniędzy. Przepraszam bardzo, ale cenię swoje życie bardziej niż jakikolwiek żołd. Mam żonę, dwie córki- mam po co żyć, ale tym bardziej nie oddam pozycji na których jestem. Kiedy jadę do domu, cieszy mnie to, że ludzie pracują, uczą się, bawią się- dla nich właśnie warto trwać, inaczej jaki sens miałaby nasza walka? – opowiada.

Jego dziadek był żołnierzem w Armii Czerwonej, walczył od 1938 roku, przez całą II Wojnę Światową, a później stacjonował na dalekiej Kamczatce skąd spodziewano się amerykańskiego ataku. Później osiedlił się mieście, gdzie mieszkało wielu Niemców, którzy po zwolnieniu z niewoli postanowili nie wracać do ojczyzny. Każdego roku jego żona w Dzień Zwycięstwo wynosiła wielką beczkę domowego samogonu, a on sam [dziadek] ubierał mundur z medalami i witał się z … Niemcami. Dla nich bowiem to również był dzień zwycięstwa. Jak to możliwe?

  • Do czego zmierzam. My tobie nie robimy problemów dlatego, że ty jesteś Polakiem, a twój rząd wspiera banderowców jak tylko może. Podczas II Wojny Światowej my nie walczyliśmy przeciwko Niemcom i ci, którzy gratulowali mojemu dziadkowi zwycięstwa, bardzo dobrze to rozumieli. Tak i dzisiaj my nie walczymy przeciwko Ukraińcom, my bronimy swojej ziemi, a naszym wrogiem nie jest naród, ale chora ideologia. Tak jak 70 lat temu.- precyzuje mój rozmówca.

Przy temacie narodowości. Na jednej z odwiedzonych przez nas pozycji, żołnierze opowiadają o tym, że po stronie ukraińskiej walczą Polacy. Pytam skąd wiedzą, czy z nasłuchu, czy flagi były?

  • Podobna sytuacja była niejeden raz, ale sam byłem świadkiem tego co ci opowiem. To było pod Antracytem w 2014 roku. Otoczyliśmy silną grupę przeciwnika, wywiązała się walka. Po ich rozbiciu tylko dwóch ludzi zostało wśród żywych, jeden nie miał już amunicji, a drugi był ranny. Zaczęli krzyczeć „dobrze” i coś tam jeszcze- co to w ogóle znaczy? Wtedy się poddali, mówili, że wszyscy byli Polakami. Trzeba im jednak przyznać, dzielnie walczyli, nie poddawali się. Zresztą po naszej stronie też są Polacy, tam na pozycjach jest nawet dwóch chłopaków, którzy mówią, że mają polskie korzenie.

Co przyniesie jutro? Pytam przed wyjazdem jedną ze spotkanych grup żołnierzy.

  • Zobaczymy. Ustępować nie zamierzamy. O resztę chcielibyśmy zapytać Aleksandra Władimirowicza, mamy nadzieję, że kiedyś przyjedzie do nas na pozycje.

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>