noworosja-mapa

 

Po raz kolejny powrócił temat zjednoczenia się Ługańskiej i Donieckiej Republiki w jedno państwo. Jest to nieco dziwne, bo chyba politycy zapomnieli o tym, ze oba kraje stanowią już Konfederację Noworosji, aczkolwiek przez polityków słowa te są spychane w cień, to właśnie za Noworosję, a nie pojedyncze republiki powstało najwięcej ludzi. Ogromnym błędem było to, że rozmowy w Mińsku prowadzone są przez przedstawicieli obu republik, a nie wspólnym głosem jednej Konfederacji- nie było by wtedy problemu podpisów, o czym za chwilę.

Jednym z „być, albo nie być” Noworosji, jest to co może ona zaoferować rosyjskiej społeczności zamieszkującej Ukrainę. Od długiego czasu słyszy się „Sławiańsk, Mariupol” jak powracający Bumerang- jednak Charków, Odessa są coraz bardziej marginalizowane. Prezydent („Głowa”) DRL stwierdził, że mieszkańcy tych terenów muszą sami chwycić za broń, bo żaden „Płotnicki, czy Zacharczenko” do nich nie przyjdzie. Tymczasem „proseparatystyczni” mieszkańcy np. zamienionej w obóz SBU Odessy liczą na to, że wojska donbaskie chociaż podejdą w pobliże ich obwodów. Można dalej zacytować Zacharczenkę: „Jesteśmy gotowi wziąć Kijów szturmem(…) nie ma ku temu politycznej woli”. Jak dla mnie wygląda to tak, że albo się wygrać nie chce, albo mówienie o szturmowaniu Kijowa jest zwykłą propagandówką.

Co więc dzisiejsza „Noworosja” ma do zaoferowania rosyjskim obwodom Ukrainy? Punkty celne na każdej granicy ewentualnej republiki konfederacyjnej? Brak woli przeprowadzenia wyborów samorządowych? Stanowisko prezydenta i zdublowane urzędy/ministerstwa w każdym obwodzie? Zamiast skutecznej decentralizacji rozbudowaną biurokrację? Jak do tej pory nie utworzono nawet wspólnej armii i nie zniesiono granic celnych- co głośno deklarowano dwa lata temu.

Oczywiście wszystko można tłumaczyć „Mińskiem” i się nim tłumaczy. Cokolwiek się nie chce zrobić- „Mińsk”, w kółko Mińsk. Wczoraj Zacharczenko stwierdził, że nie można połączyć obu Republik ponieważ podpis jego i Płotnickiego widnieje na porozumieniach, których jak sami obaj stwierdzają „Ukraina nie realizuje”. Pytanie, czy toczą się tam (bezowocne) debaty pomiędzy Ukrainą, a Republikami, czy pomiędzy Kijowem, a prezydentami tychże Republik. Czy oznacza to, że głowy tych państw są nie do odwołania na czas obowiązywania porozumień?

Może prawdziwiej było by stwierdzić, że któryś z tych panów zostanie, chociażby chwilowo, bez pracy? I który? O ile poparcie dla Zacharczenki w DRL jest wysokie, o tyle w Ługańsku go raczej nie chcą. I analogicznie z Płotnickim. Polecam zrobić sondę wśród ludzi z Ługańska, czy chcą żyć w kraju ze stolicą w Doniecku- i to samo w drugą stronę. Polecam zapytać o to w obwodach pozostających pod ukraińską administracją. Owszem można przy tym zadeklarować, że Noworosja będzie konfederacją- nie mniej, to słowo na „N” już politykom przez gardła nie przechodzi.

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>