WNS_1164

Dochodzi godzina 08.00 rano, za chwilę otwarty zostanie jedyny w okolicy sklep spożywczy, jedyne dziecko jakie zostało na tym terenie wejdzie do samochodu i wyruszy do szkoły. Sewernyj- północne obrzeża Doniecka. Dzień jak każdy inny.

Tak jak i niemal każdego dnia: rano, wieczorem i w nocy, przysiółek znajduje się pod ostrzałem ukraińskiej armii. Przeważnie są to pociski wystrzelone bez żadnej logiki, pojedyńcze, spadają daleko od siebie. Dzisiejszego ranka było inaczej.

Według tego co powiedzieli mieszkańcy, z samego rana ich ulica została zasypana pociskami mozdzierzowymi wystrzelonymi z terenów kontrolowanych przez stronę ukraińską. Około dziesięciu. Jeden z nich spadł naprzeciwko kilkupiętrowego domu, zaraz po drugiej stronie ulicy. Odłamki wybiły kilka okien, siłę uderzenia zaamortyzował las- gdyby nie on- ciężko powiedzieć ile było by ofiar.

W budynku mieszka obecnie 36 ludzi. Nie żołnierzy, nie “cyborgów”, “zielonych ludzików”, czy innych wytworów propagandy- cywilów, zwyczajnych ludzi, którzy nie mają gdzie się podziać.

“W Doniecku tylko pokazują jak jest pięknie, jakie to koncerty się odbywają, jak to drogi remontują. I dobrze, ale niech przyjadą i do nas, niech zobaczą jak tutaj żyjemy. Na Paradę Zwycięstwa [09.05.2017r.] nikt nawet nie pomyślał, żeby po nas autobus wysłać, żebyśmy też mogli zobaczyć, to przecież my żyjemy niemal na froncie. To tutaj jest wojna, a gdzie zwyciestwo? Kiedy były wybory to autobus umieli wysłać….a co nam robić? Kiedy zaczynają strzelać to autobus już tutaj nie jezdzi i na piechotę kilka kilometrów trzeba iść do Putilówki, a kule świszczą- jak się mówi …”- opowiada Jura, mieszkaniec Sewiernego.

50 metrów dalej znajduje sie ulica, którą już zabrała natura- las powoli zabiera wszystko. Ludzie wyjechali stąd bojąc się wojny i możliwe, że to ocaliło im życia. Wracać do czego, niektórzy już jednak nie mają.

Bezpośrednie trafienie. Drugie tuż obok domu. Spłoneło wszystko oprócz murów, sąsiednie zabudowania gospodarcze, ogrodzenie, zniszczone przez odłamki. Na miejscu znajduje się już Straż Pożarna, bohaterowie- prawdziwi bohaterowie, którzy nieraz jeszcze w trakcie ostrzału wyruszają nieść swoją służbę. Nie ma wiele do ocalenia, ale trzeba zapobiec rozprzestrzenianiu się pożaru.

Kilka kilometrów dalej jest wieś Spartak. Garstka pozostałych tutaj mieszkańców skupia się wokół jednego małego osiedla, tam mają swoje ogródki, wspólną kuchnię i piwnice- w których trzeba się wciąż ukrywać. Pomimo obietnic władz- wciąż bez prądu, od Białorusinów otrzymali kiedyś generator- ale paliwo mają tylko, jeżeli ktoś im je da, w geście miłosierdzia.

Wczoraj o godzinie 15.00 spadły dwa pierwsze pociski mozdzierzowe, w sam środek zamieszkałego przez nich czworoboku zabudowań. Dwójka ludzi została niegroznie rannych i tutaj mogą mówić o prawdziwym szczęściu. Zawsze kiedy przyjeżdzam do Spartaka, właśnie tam gromadzą sie ludzie. Strach pomyśleć co by było, gdyby sytuacja powtórzyła się w trakcie wydawania pomocy humanitarnej- pamiętam jak kilka metrów od miejsca, gdzie spadł pocisk, stała ciężarówka Czerwonego Krzyża, a wokół niej ludzie z dziećmi … .

Po godzinie ostrzał się wznawia, jakby komuś było mało krwi cywilów. 5 kolejnych spocisków spadła w promieniu zaledwie 200 metrów- tym razem jednak na ulicy już nikt nie stoi, wszyscy zdążyli się ukryć- i tak przez trzy lata

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>