lrjuxpMzms0

Obecnie w armii ukraińskiej służy około 280 000 ludzi z czego 204 tysiące to żołnierze. 73 tysiące służy „na stałe” w strefie Operacji Antyterrorystycznej, przy czym liczba ta wzrasta nieustannie zasilana przez garnizony z głębi kraju. Najdalej miesiąc temu Ministerstwo Obrony Donieckiej Republiki Ludowej informowało, że wzdłuż linii demarkacyjnej może znajdować się już co najmniej 120 000 wojskowych. Średni zółd wynosi niespełna 2500 hrywien, dla żołnierzy przebywających w strefie ATO jest on dwukrotnie wyższy. Średnia zapłata rożni się w zależności od obwodu i tak w rejonie Tarnopolskim wynosi ona 3008 hrywien, natomiast w stolicy- w Kijowie jest to już 7126 hr. przy czym różnica cen jest proporcjonalna (dane za styczeń 2016 r.). Płaca minimalna wynosi 1218 UAH, średnia zapłata robotnika jest porównywalna z żołdem. W ramach ciekawostki- obowiązuje dodatkowy podatek wojenny w wysokości 1,5%, którym na przykład są obciążeni również mieszkańcy Donbasu, którzy płacą podatki na Ukrainie- tak więc zasadniczo „inwestują” w broń, która może zniszczyć ich dom w Doniecku, czy Gorłówce.

Jak widać żołnierz ukraiński do bogatych nie należy. Dla porównania w Polsce, obecnie po podwyżkach szeregowy będzie zarabiał ok. 2 960 zł, starszy szeregowy – 3 370, ppłk – 5 610 zł, płk – 8 910, generał od 12 510 do 15 410 zł. Są to kwoty brutto. Średnie wynagrodzenie to od 3300 zł (woj. Świętokrzyskie) do ponad 4000 zł. (Mazowsze), przy minimalnym wynagrodzeniu 1750 zł. Przy czym Polska nie znajduje się w stanie wojny i z sarkazmem stwierdzając- Ukraina również nie. Kijów konsekwentnie wzbrania się przed ogłoszeniem stanu wojennego, czy to absurdalnej wojny z Rosją, czy też rzeczywistej wojny domowej. I dlatego formalnie w Donbasie walczą jednostki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a nie regularna armia. A kto służy w MSW?

Cała plejada ochotniczych batalionów takich jak okryte złą sławą bataliony Donbas, Tornado, Ajdar, czy pułk Azow- wielokrotnie oskarżane np. przez Amnesty International o dokonywanie zbrodni wojennych, albo (jak Tornado) ścigane przez prokuraturę samej Ukrainy. Te formacje pierwotnie powstały w celu zgaszenia powstania w Donbasie- w 2014 roku lojalność ukraińskich dowódców pozostawiała wiele do życzenia, zanim Turczynow nie ogłosił tzw. Operacji Antyterrorystycznej, właściwie nie było wiadomo na jakiej podstawie prawnej są prowadzone działania. Toteż sformowano ochotnicze oddziały w znacznej mierze składające się z radykalnych nacjonalistów, bądź kryminalistów- efektem było to, że grupy te wykreowały wizerunek uzbrojonych grup przestępczych, przez co opór mieszkańców Donbasu przerażonych masakrą w Odessie wzrósł niepomiernie.

Przez długi czas faktycznie nie było innych sił, które mogłyby walczyć w Donbasie. Stopniowo grupy te będą zasilane wsparciem ze strony MSW (7 mobilizacji, aczkolwiek wszystkie były niekompletne) i podporządkowywane ministerstwu przy jednoczesnym zachowaniu swoich, nazwijmy to „tradycji”.

ATO od dwóch lat, po zawarciu we wrześniu 2014 r. pierwszego porozumienia o zawieszeniu broni, poza gorącymi miesiącami walk na donieckim lotnisku, w rejonie Debalcewo, czy Marinki- w większości przybrało postać wojny pozycyjnej- artyleryjskiej, gdzie nasilenie ostrzałów, którego apogeum przypada na zimę 2014/2015, to raz słabnie, to znów (tak jak w ostatnim miesiącu) znowu przybiera na sile. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to wojna często staje się tłem prowadzonych w tle rozmów mińskich- poza tym żołnierze zasadniczo są w stanie gotowości i bierności zarazem.

Zasadniczo na wszystkich odcinkach frontu są prowadzone ataki na pozycje DRL. Są to działania drobne- grupy rzadko przekraczające liczebnością pluton (do 45 ludzi), bądz kompanię (110 ludzi) dokonują uderzeń na małym obszarze, bardzo często przy bierności sąsiednich zgrupowań. Za przykład mogą tutaj służyć ostatnie walki w rejonie Jasinowatej,gdzie niepełne plutony próbowały szturmować z rejonu Awdiejewki umocnione pozycje wzdłuż drogi na linii Jasinowata-Donieck, bez wsparcia liczniejszych, obecnych na miejscu zgrupowań sięgających pełnych batalionów. Efekt: rzez. I takie uderzenia są ponawiane niemal każdego dnia i podobnie jak w walkach na lotnisku- prowadzą tylko do wykrwawienia się potencjału ludzkiego, bez osiągnięcia jakichkolwiek korzyści militarnych. Tymczasem Ukraina dysponuje przewagą liczebną w proporcji co najmniej 3:1, jednak nie wykorzystuje jej poprzez przeprowadzenie zmasowanych ataków na kilku odcinkach jednocześnie- nie trzeba uzdolnionego taktyka, aby stwierdzić, że Donbas nie ma fizycznej możliwości utrzymania pełnych batalionów na wszystkich pozycjach jednocześnie.

I morale słabnie. Żołnierze przebywający w ciężkich warunkach (na poligonie w centrum kraju doszło z tego powodu do protestu żołnierzy, a co dopiero na froncie), przy skromnym wynagrodzeniu, w szarpanej wojnie nerwów i przy samobójczych atakach- nie należy ignorować w takiej sytuacji doniesień o sporadycznych walkach wewnętrznych pomiędzy „ochotniczymi” batalionami, a oddziałami np.Gwardii Narodowej.

Zarówno Ukraina, jak i Noworosja jest obecnie zakładnikiem porozumień mińskich- wzajemnych deklaracji, których gwarantami są Niemcy, Francja i Rosja („adwokata” Ukrainy, czyli Polski nie dopuszczono do rozmów).Jednocześnie porozumienia te są całkowicie nie do wypełnienia- są nierealne. Kijów dąży obecnie nie do odzyskania połowy kontrolowanego przez Noworosję Donbasu, ale do niedopuszczenia, aby stracić większe tereny i władzę- a to oznacza obecnie federalizacja Ukrainy. Do tego sam fakt wypłaty mieszkańcom zabranych im emerytur etc. stanowi ogromny cios dla kulejącej gospodarki Ukrainy, która próbuje się ratować co raz bardziej szalonymi pomysłami sprzedaży dosłownie wszystkiego. Podobnie próbowała sobie kiedyś radzić Grecja wysprzedając niezamieszkałe wyspy … . Jednak Donbas również nie może przystać na realizację umów- musiałby zrzec się swojej państwowości, oddać kontrolę na granicy, a w zamian otrzymałby nie pewną przyszłość w ramach państwa z którym toczy wojnę.

W tle nie bez znaczenia jest rola „zewnętrznych graczy”. Zachód ma interes w tym, aby Ukraina była skonfliktowana z Rosją, nie na tyle, aby doszło do otwartej wojny, ale wystarczający by angażować w konflikt militarny i polityczny kapitał Moskwy- kreacja zagrożenia ze strony Kremla miała w zamyśle służyć przykryciu kryzysu jaki ogrania zarówno Unię Europejską jak i USA. Jednocześnie mami się Kijów obietnicami akcesji do UE i NATO, przy czym nikt rozsądny nie twierdzi, że jest to możliwe w najbliższej przyszłości. Ukraina nie spełnia obecnie wymagań prawno-gospodarczych (UE), a także prowadzi faktyczną wojnę, co jest sprzeczne z zasadami członkostwa w NATO (nie dotyczy najwyraźniej USA).

Z kolei Rosja mogła już dawno przeprowadzić ograniczoną operację wojskową, która ochroniłaby Donbas, jednak wtedy straciłaby na bardzo długo możliwość odzyskania politycznych wpływów na Ukrainie- z polityczny punktu widzenia, bezpieczniej i taniej jest wspierać Noworosję, póki sytuacja nie ulegnie zmianie.

I w ten sposób kryzys ukraiński jest wszystkim na rękę. Zachód zyskuje posłusznego wasala, którego jednak ze względu na chaos nie musi „przygarniać”, z kolei pogrążająca się Ukraina rokuje szansę, że powstanie tam władza, która zapragnie powrotu do Euro-Azjatyckiej strefy, bądź odwrotnie- sytuacja będzie tak beznadziejna, że Rosja będzie mogła uzasadnić swoja interwencję na terenie całej, bądz większości Ukrainy. I być może taką rolę w przyszłości odegra jakaś mutacja Partii Regionów, czy Komitetu Ocalenia Ukrainy.

Dlaczego więc podpisano porozumienia mińskie skoro nikt nie zamierza ich wypełnić? Ponieważ strony na zewnątrz dążą do pokoju, a wewnątrz do wojny. Poroszenko (ogólnie mówiąc on) nie może zaniechać działań zbrojny ze względu na rosnących w siłę radykałów (i zaczynając tutaj od Tymoszenko), oraz zapotrzebowanie na wroga- konfliktem uzasadnia się dzisiaj absolutnie wszystko na Ukrainie, od wzrostu cen, po 40% przyrost przestępczości. Nie może jednak przeprowadzić ofensywy z dwóch powodów: 1) Ukraina chce się jawić na zachodzie jako ofiara rosyjskiej agresji, stąd leży punkt wyjścia do polityki wyciągniętej ręki, która prosi wszystkich o wsparcie. Jeżeli Kijów jeszcze dwa lata temu dysponował jakimś kapitałem politycznym, to obecnie niezachwiane poparcie zaczyna się chwiać nawet w Polsce- ofensywa, jej skutki, mogłaby znacznie ukrócić dopływ funduszy np. z MFW. Czy Stany Zjednoczone nie wsparły by takich działań? Myślę, że nie. Jeżeli Kijów odniósłby zwycięstwo to faktycznie jedynym elementem tzw. wojny hybrydowej stałby się Krym, na który Ukraina nie może ruszyć czołgami. Jednocześnie zasłona dymna dla obecnego kryzysu („bo trwa wojna”) straciła by racje bytu, a za to pojawił by się problem odbudowy Donbasu- dla Zachodu jest lepiej jeżeli nic się nie zmienia. 2) Zmasowany ukraiński atak to również potencjalna odpowiedz Rosji. Ofensywa musiałaby być przeprowadzona przy użyciu zmasowanego ognia skierowanego zwłaszcza na Donieck; czy wobec takich działań w których śmierć poniosły by setki cywilów Kreml nie uznałby, że już czas poderwać z lotnisk bombowce?

Podobnie ma się sytuacja z Noworosją. Ta zaatakować frontalnie wojsk ukraińskich nie może, ponieważ nie ma na to sił własnych. Może skutecznie się bronić, zamykać wroga w kotłach, ale marsz na Kijów przeciwko wielokrotnie liczniejszym wojskom, przy potężnych rezerwach to mrzonka- bajka. Poza tym rosyjski Donbas musiałby dokonać zmasowanego ataku na rosyjskie miasta rosyjskiego południowego-wschodu- i jak miałby to tym ludziom wyjaśnić? Jednocześnie w Doniecku nie ustaje retoryka mówiąca o tym, że tereny obwodu donieckiego i ługańskiego są terenami okupowanymi i władze nie spoczną dopóki ich nie odzyskają- na co Kijów na dzień dzisiejszy nie przystanie. Owszem, retoryka ta w ostatnich miesiącach bardzo osłabła- władze bardziej koncentrują się dzisiaj na swoim podwórku, a ograniczenie działań wojennych do stref przyfrontowych i powrót ludności cywilnej, która wyjeżdżała w ostatnich 2 latach, znacznie zahamowały dążenia wojenne. Jednocześnie Donbas również przybiera postawę obronną- „to oni przyszli ku nam, a nie my ku nim”.

Co więc będzie dalej? Liczba tzw. „naruszeń zawieszenia broni” wzrasta i błędem jest twierdzić, że wojska ukraińskie strzelają do biernych żołnierzy donbaskich. Obie strony w myśl polityki „mińskiej” wyolbrzymiają działania wroga, jednocześnie deklarując swoją bierność, co jest różnie odbierane przez mieszkańców po obu stronach frontu. Koncentracja znacznych sił ukraińskich w pobliżu linii demarkacyjnej jest faktem i to, że jakimś cudem „OBWE” nie jest w stanie tego stwierdzić, bądź stwierdza wyrywkowo niczego nie zmienia- na froncie są dwie armie gotowe do walki. Przy czym zaznaczam, że armia Noworosji nie ma fizycznej możliwości na przeprowadzenia ofensywy o zasięgu większym niż jedna, dwie przygraniczne wioski- niepowodzenia w operacji wojskowej w Piaskach, czy Awdiejewce tylko to potwierdzają- ma za to o wiele lepszy punkt wyjścia do obrony. Inicjatywa należy więc do Ukrainy. Ta jednak uderzyć będzie musiała zdecydowanie; raz, aby zasypać donbaskie linie obronne swoimi żołnierzami; dwa, aby ewentualną rosyjską interwencję postawić przed faktem dokonanym (tzw. scenariusz chorwacki). Oznacza to jedno: linia frontu przebiega w wielu miejscach przez tereny zamieszkałe, w przypadku Doniecka stanowi to niemal całą jego północną i zachodnią część- zmasowany atak przy użyciu „wszystkiego” to unicestwienie tych terenów i śmierć co najmniej setek cywilów- inaczej się zwyczajnie nie da. Wojsk ukraińskie zajęły już większość strefy zdemilitaryzowanej niebezpiecznie podchodząc do linii donbaskich- wystarczy wydać rozkaz do ataku bez oglądania się na akty prawne o „stanie wojennym”.

Czy taki rozkaz padnie? Powyżej pisałem, że generalnie wszystkim byłoby to nie na rękę, ale czy aby na pewno? Na wojnie trzeba uwzględnić i przewidzieć to co nieprzewidywalne. Zachodnie poparcie dla Ukrainy jest coraz bardziej kruche, zaufanie społeczne do Rady Najwyższej zasadniczo sięgnęło dna, każdy kolejny miesiąc tylko pogarsza sytuację co tylko winduje pozycję Noworosji. Obecna władza może nie doczekać kolejnych wyborów, a co będzie po niej- ciężko przewidzieć. Obecnie nie widzę dla Poroszenki i jego otoczenia innej szansy na zachowanie władzy (poza całkowitą zmianą polityki- na co się nie zanosi) jak postawienie wszystkiego na jedną kartę i brutalna rozprawa z powstaniem na wschodzie. Wtedy w aurze wątpliwych zwycięzców może mieliby szanse na przedłużenie swojej intratnej władzy. Mówi się, że drapieżnik jest najbardziej niebezpieczny, kiedy nie ma już możliwości odwrotu- i to jest prawda.

 

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>