DSC_3219

Sytuacja na froncie zachodnim Doniecka ulega nieustannym zmianom, jak wahadło, obecnie jest tam w miarę spokojnie, ale “nie na długo” jak mówi Dmitri Gau, naczelnik służby łączności Sił Specjalnego Przeznaczenia Ministerstwa Transportu DRL “Witiaż” . Kilkanaście godzin przed naszym przyjazdem teren ten był poddany ciężkiemu moździerzowemu ostrzałowi. Linię obrony w tym miejscu “Witiaż” utrzymuje od grudnia ubiegłego roku, wzmocnił  w ten sposób siły jednego z donieckich pułków Ministerstwa Obrony.

Przed wyjściem na pozycje strzeleckie pijemy herbatę wraz z odpoczywającymi żołnierzami. Za naszymi plecami znajduje się mała wioska, a raczej jej ruiny. Czwarty rok frontu jaki przebiega w tym miejscu, sprawiły, że w miejscowości nie pozostał żaden cały dom. Wszystkie budynki noszą ślady trafień, albo są całkowicie zniszczone. Przed nami z kolei rozciągają się pola , jak daleko? Można to ocenić tylko z map, odległość do ukraińskich linii wynosi od 260 do 500 metrów, podnosić głowę, aby podziwiać widoki nie jest mądrym pomysłem.

Przez pół roku żołnierze “Witiazia” zajęci byli głównie umacnianiem i kopaniem nowych okopów. W ciężkich zimowych warunkach, pod ogniem przeciwnika, często przychodziło im przenosić w workach wykopaną ziemię i wysypywać ją kilkaset metrów dalej, aby nie zdradzać przeciwnikowi swojego miejsca położenia.

Zdaniem Dymitra ten teren nie wydaje się być ważnym strategicznie celem dla ewentualnej ukraińskiej ofensywy. Niemniej jest bardzo duże prawdopodobieństwo  uderzenia w celu odciągnięcia  donieckich wojsk z kluczowych linii obrony jakie znajdują się w pobliżu. Armia ukraińska ma nad wojskami donbaskimi kilkukrotną przewagę liczebną dlatego każdy żołnierz i każde umocnienie terenu jest bezcenne.

Mała odległość pomiędzy walczącymi stronami sprawia, że Ukraińcy unikają prowadzenia ognia nocą, aby nie zdradzać swoich pozycji- mówi Gau. Inaczej niż się przyjęło uważać: walka rozpoczyna się, kiedy przedstawiciele misji obserwacyjnej OBWE wracają do swojego hotelu w centrum Doniecka. Zasadniczo jednak nie ma to specjalnego znaczenia, pracowników tej misji nie widuje się w strefie rozgraniczenia, czyli tam, gdzie powinni się znajdować, aby monitorować przestrzeganie zawieszenia broni.

-Wszyscy chcą, oczywiście, aby wojna się zakończyła. To jest tak, przyjeżdżasz na front z bojowym duchem, a do ręki dostajesz łopatę i zaczynasz ręcznie  kopać ( bo żaden ciężki sprzęt tutaj nie dojedzie ), a po tobie otwierają ogień i ty nic nie możesz zrobić, bo nam zabroniono odpowiadać ogniem, chociażby dlatego, aby nie ujawniać przeciwnikowi, gdzie jesteś. W takich warunkach trwamy, to jest wojenne życie.- mówi Gau.

W świadomości ludzi utrwalił się wizerunek żołnierza- obrońcy. W czystym, schludnym mundurze, najedzonego, uśmiechniętego i stającego do uczciwej walki niczym na turnieju rycerskim. W rzeczywistości, zwłaszcza donbaskiej przymrożonej wojny, większość zadań polega na kopaniu i  umacnianiu linii obronnych, utrzymywaniem łączności i obserwacją ruchów przeciwnika. Walka to w większości przypadków wymiana ognia artyleryjskiego, kiedy to jedni strzelają, a drudzy siedzą w okopach, czy “lisich norach” z nadzieją, że jeżeli coś spadnie to chociaż kilka metrów dalej- będzie głośno, ale schron powinien wytrzymać. Jednak morale potrafi osłabić najbardziej widok pocisków przelatujących nad okopami i uderzających w obszary cywilne Jasinowatej, czy Gorłówki, co zdarza się nader często. Wielu w takiej sytuacji chciałoby odpowiedzieć ogniem, ale nie mogą- zabroniono im naruszać “porozumienia mińskie”, a tym bardziej o tym mówić.

 

 

 

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>