DSC_9499

“To nie jest pierwsze zawieszenie broni i nie spodziewam się po nim niczego. Jego w ogóle nie powinno być. Nie dawno Ukraińcy ostrzelali Jasinowatą. Dwoje cywilów zginęło i ich nie obchodzi żadne zawieszenie broni, którego nasz przeciwnik i tak przestrzegać nie będzie. Zamiast tego, na każdy taki ostrzał powinna być tak agresywna i zdecydowana odpowiedz, aby Ukraińcy następnym razem poważnie się zastanowili zanim wezmą w ręce broń. To samo dotyczy zajmowania przez nich kolejnych terenów w strefie neutralnej, a już nie wiele do zajęcia im zostało. Jeżeli tylko wychylą głowę w tą stronę, to nasza artyleria powinna ich już brać na cel. Tak się niestety nie dzieje, a zamiast tego słyszymy, że możemy w każdej chwili wziąć Kijów”- mówi “Goodwin”, żołnierz walczący od od 2014 roku na pierwszej linii frontu.

Obecnie ciężko spotkać żołnierzy, którzy ciepło wypowiadali by się o polityce “mińskich porozumień”, podobnie rzadko bywa, aby inne zdanie mieli cywile doświadczający każdego dnia okropieństw wojny. Pozornie można odnieść wrażenie, że inna sytuacja ma miejsce w centrum Doniecka, czy w pobliskiej Makiejewce, gdzie pociski spadają już bardzo rzadko. Wojna w teorii odeszła z tych terenów, a na jej miejsce przyszły koncerty, konkursy piękności itd. Oczywiście samo w sobie nie jest to niczym złym, czy nieprawidłowym- życie mu trwać i szukać pozytywów. Nie można jednak zapominać o tym, że kilka kilometrów dalej trwa wojna. Swoiste “zobojętnienie” części mieszkańców wynika poniekąd stąd, że wielu z nich nie było tutaj w 2014/15 roku i nie mogą pamiętać co się tutaj działo zanim wojska ukraińskie nie zostały rozbite pod Marinką, w Debalcewo i na lotnisku- ponadto prawdopodobieństwo, że te czasy wrócą, jest wciąż bardzo wysokie.

Tymczasem zauważam, że wielu ludzi nie darzy już żołnierzy takim szacunkiem jak jeszcze trzy lata temu. Armia, opołczenie, stało się czymś odległym, gdzieś “za Dworcem Kolejowym”, brakuje tej więzi pomiędzy wojskiem, a cywilem. Zdecydowanie więzi takiej nie zbudują reportaże pokazujące schludnych, ogolonych i uśmiechniętych żołnierzy. Rzeczywistość jest taka, że to służba ciężka, brudna i nierzadko kończy się tragicznie. Odnoszę wrażenie, że dla niemałej części ludności, armia Donbasu to nie jest już siła biorące wojska przeciwnika w “kotły”, ale oddziały pozycyjne, porażone swoją niemocą- dzieje się tak, bo kolejne filmy z frontu przynoszą sprzeczny komunikat: “powstrzymujemy wroga, ale nie strzelamy, bo nam zabroniono”. Tuż obok tych komunikatów pojawiają się “svodki”: ukraińska strona wystrzeliła X pocisków moździerzowych, sprowadziła na front czołgi (itd.), a armia Donbasu przestrzega zawieszenia broni. “Następnego dnia” słyszymy, ze “nazistowskie bataliony” zajęły dwie wsie, ale “opołczenie może je w każdej chwili odzyskać, tylko na razie nie chce”, za to będzie karane jeżeli złamie warunki zawieszenia broni. Ciężko oczekiwać, ze takie informacje poprawią morale, stąd z niesamowita euforią przyjmuje się rzadkie wiadomości o tym, że donbaska armia przeprowadziła skuteczny kontratak, albo ostrzał artyleryjski.

W sierpniu 2014 roku ulicami Doniecka przeszła kolumna pojmanych jeńców ukraińskich. Nie będę teraz oceniał takiej decyzji, ważniejsze jest to, że było to działanie obliczone na miejscową ludność- demonstracja dla mieszkańców stolicy Noworosji. Potem modne zaczęły być slogany “międzynarodowe standardy”, “mińskie porozumienia”, nawet prawybory samorządowe odbywały się pod angielską nazwą. Pytanie zasadnicze po co? Na jakiego odbiorcę jest obliczona taka polityka? Rosjanie często mi mówią, że Donbas chce wrócić do Ukrainy wg. mińskich porozumień i wojna faktycznie się zakończyła- tak odbierają informacje z swoich telewizji. Z kolei zachodnim szefom państw, jest wszystko jedno co zrobi Donbas- dla nich jest wrogiem, bo w 2014 roku pokazał, ze Brukseli i Waszyngtonu można powiedzieć “Stop!”.

Zgodnie ze wspomnianymi porozumieniami, jeżeli którakolwiek ze stron narusza zawieszenie broni, prowadzi ofensywę, czy też zajmuje strefę neutralną, to druga strona może odpowiedzieć wszelkimi niezbędnymi środkami. I tak robić trzeba, aczkolwiek to niewystarczające- trzeba odpowiadać ogniem w świetle telewizyjnych kamer, tak aby nie tylko sztab ATO wiedział, czym się kończy agresja, ale aby każdy mieszkaniec Doniecka, Ługańska, Gorłowki, wiedział, że na jego straży stoi prawdziwa armia i za każdy wystrzelony na Donbas pocisk, Noworosja odpowie zdecydowanym odwetem, a nie zapewnieniami “że jeszcze jeden taki raz i pójdziemy na Kijów”, albo apelami do OBWE, które jest i ślepe i głuche.

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>