00D_0211

Mieszkańcy Donieckiej Republiki Ludowej wspominają i oddają hołd obrońcom strategicznego wzniesienia- Saur Mogiły. Krwawe walki o kurhan wznoszący się na wysokość 277, 9 metrów nad poziomem morza miały miejsce zarówno w 1943 roku, jak i przed trzema laty- w 2014 r. Wskutek ostatnich działań wojennych, monumentalny memoriał został obrócony w gruzy. Beznamiętnie patrzą spośród nich twarze betonowych radzieckich żolnierzy, niektórzy z nich, poszarpani odłamkami, sprawiają wrażenie jakby znowu mieli zerwać się do walki. Wśród ruin szaleje porywczy wiatr, a na szczycie wzniesienia płonie “Wieczny Ogień”. Rozejrzyj się stąd wokół, czyste pole widzenia na dziesiątki kilometrów, dlatego walki o kurhan nie szły na życie, ale na śmierć.

Chłodne lato 2014-ego. 

Na początku lata 2014 roku, tereny na południe od Saur-Mogiły znajdowały się pod kontrolą ukraińskich wojsk. Od Ambrosiewki, gdzie znajdował się ukrainski sztab “Frontu Południowego”, do Izwarino w dzisiejszej Ługanskiej Republice Ludowej- to był szlak rządowych kolumn ciężkiego sprzętu wojskowego i zaopatrzenia. Obie walczące przeciwko sobie strony doskonale rozumiały jak ważna jest kontrola nad najwyższym punktem w okolicy. Z niego, jak na dloni można dostrzec i Krasny Lucz, Sneżnoje, Torez, czy Szachtiorsk. Stąd siły ukrainskie mogły prowadzić korektę ognia, a donbascy powstańcy nazywani wtedy “opołczeniem”, mogli monitorować przemieszczanie się sił przeciwnika.

“W tym czasie musieliśmy się wszystkiego uczyć w trakcie [walki], ale była grupa chłopaków, która szturmowała te wzniesienie, wtedy był tam ukraiński nazbatalion- wspomina żołnierz Batalionu “Wostok”, uczestnik walk o Saur-Mogiłę, Andrij “Rewa” Rewenko– nasza grupa uderzeniowa nie była duża, na jednym mercedesie poszlismy do walki. Przyleciał pocisk RPG, wybuch, rozbiegliśmy się i ruszylismy do przodu, przejeliśmy BTR [bojowy transporter opancerzony], wywiązała się walka i kurhan przeszedł pod naszą kontrolę”

Od tej chwili wzniesienie kontroluje Batalion “Wostok”. Oddział “Rewy” pod dowództwem “Niedzwiedzia” [“Медвед”] objął pozycję w nocy z 5/6 czerwca i rozpoczął kopanie okopów, a raczej przebijanie się przez piaskowiec.

“Na początku bronilismy wzgórza siłami dwóch oddziałów, rotacja następowała raz na trzy doby- w teorii. Bardzo często grupa zmienników sie spózniała z przybyciem, to przez ogolne problemy na froncie wokół Doniecka. Pozniej nasze siły to były trzy oddziały “Wostoku”- opowiada Andrij- pamiętam bardzo dobrze, że tamte lato było bardzo chłodne. Za jeden czerwiec przemarzałem tak często, jak nigdy przedtem przez całe swoje życie. I bardzo często padało.”

Podczas jednej z rotacji na Saur-Mogiłę przybyło 35 “Niedzwiedzi” («медведевцев»), przez kolejne trzy dni i trzy noce, ukrainskie wojska prowadziły nieustający ostrzał mozdzierzowy (82 mm)  wzniesienia. Pomimo to nie było strat po stronie obrońców, za wyjątkiem jednego zdarzenia, kiedy pocisk uderzył bezpośrednio w okop- wtedy zgineło 2 opołczenców, jeden został ciężko ranny.

Wojna na legendarnym wzniesieniu nabierała tempa: ukraińska armia rozpoczeła ostrzały cięższym kalibrem, 120 mm, artyleria i pierwsze “GRAD-y”. Jednak zdaniem “Rewy” to dzięki temu opołczeńcy szybko przyzwyczaili się do wojennej rzeczywistości.

Lotnictwo nad głowami

Pierwszy raz ukraińska armia użyła lotnictwa nad Saur-Mogiłą w połowie lipca. Andrij Rewenko przybył ze swoim oddziałem na kolejna rotację i od razu otrzymał rozkaz od “Niedzwiedzia”, aby okopać się na “Małej Górze”, aby zabezpieczyć tyły- w tym czasie od tej strony próbowały podchodzić grupy dywersyjne i snajperzy.

“Dali nam pozycję- i żyj na niej trzy doby, jak ci się podoba- wspomina “Rewa” z usmiechem- i tak o 6 rano, mój kolega “Sema” z którym byłem w okopie zaczyna mnie szturchać pytając, czy ja też słyszę jakiś dziwny dzwięk. To wysoko na niebie latała ukraińska “Suszka”. Potem pojawił się jeszcze jeden interesujący dzwięk. Samolotu już nie słyszeliśmy, to trwała walka … . Rozpoczeło się bombardowanie. Pierwsza z dwóch bomb nie wybuchła, pozostała w ziemi. Na szczęście, bombardowanie nie wyrządziło u nas większych szkód. Potem lotnictwo powracało, strzelali w nas NURS-ami [rakietami], pojawiły się helikoptery.

Pod koniec lipca sytuacja wokół Doniecka pogarszała się, a celem WSU było rozdzielenie Doniecka i Ługańska. W DRL ukraińskie wojsko prowadziło regularny atak z zachodu przy podwojnej sile czołgów, Saur Mogiłę atakowali z południa. Trwały cięzkie walki, “Wostok” poniósł pierwsze cięzkie straty pod Awdiejewką, byli zabici i ranni. Pewnego dnia “Niedzwiedz” przybył  “na górę” z 15 ochotnikami i powiedział: Tam w ostatnim czasie 4 pociski przyleciały, sanatorium wręcz”. W ten sposób 26 lipca około 19.00 “Rewa” wraz z oddziałem znów przybył na Saur-Mogiłę.

Trzy dni piekła

Brakowało ludzi, postanowiono pozostawić 12  w okopach, po 6 na każdą trzygodzinną zmianę. Dodatkowo trzech obserwtorów. Pierwsza noc u żołnierzy “Wostoku” przeszła spokojnie, podobnie rano, aż do południa.

“Poinformowano nas, że “na górze” nie mamy czego robić: w pobliżu Iłowajska w stronę kurhanu zmierzała kolumna “GRAD-ów”, czołgów, artylerii. Przekazano tę wieść “Niedzwiedziowi”, na co on poradził, aby nie poddawać się panice. Wkrótce po nas zaczyna walić artyleria: habubice D-30, przy czym z calkiem innej strony niż zwykle, z trzech stanowisk, aż do poznej nocy. Czołgi zaszły nas z dwóch stron: od Stiepanówki i Petrowskiego- opowiada “Rewa”- wtedy dużo rakiet było naszpikowane drutami, które podczas wybuchu rozlatywały się na wszystkie strony [“igły”]. Międzynarodowe konwencje zabraniają takich praktyk, jezeli człowiek zostanie ranny w ten sposób i natychmiast nie otrzyma pomocy, dochodzi do zakażenia i smierci”

Ostrzał trwał niemalże do samego świtu. O 4 nad rannem do niemal spiącego “Rewy” i “Sema” doszedł głos “Niedzwiedzia”. Do wzgórza zbliżały się czołgi, wzniesienie było okrążone, rozpoczał się ostrzał, ogień zaporowy z czołgów, wozów bojowych, z mozdzierzy.

Pierwsze wystrzały z czołgów rozerwały na drobne kawałki dwie ZU-szki [działka przeciwlotnicze] opołczeńców. Ukraińcy zaczeli zajmować masywne pomniki, ogień był tak silny, że nie mozna było wychylić glowy z okopów. “Niedzwiedz” próbował wydostać broń z prowizorycznego składu, ale wyrzutnie RPG były już zniszczone.

 Z pomocą przybiegł “Zachar”, wyłapał postrzał w szyję, w rękę i kilka ran od odłamków- upadł w okop. Ten moment wszyscy walczący pamiętają do dzisiaj- kto wstawał, ten po chwili wyglądał jak sito.”Następnie wybiegł “Nazar” i “Sema”, potem usłyszałem obok siebie dwa przyloty i slowa “Nazara”: “Ja 300” [ranny]. Przepuściłem go, następny był “Sema”- również ranny. Jednak “Nazaru” udało się przynieść załadowane RPG-7, kosztem cięzkich ran, z kolei “Sema” złapał więcej “igieł”- wspomina “Rewa”- kiedy zakładalismy opatrunki, usłyszeliśmy przez radio “Niedzwiedzia”, okazało się, że czołgi przeciwnika podjechały blisko nas. Wziąłem w ręce RPG i wyszedłem z piwnicy, niedaleko ode mnie stał czołg. Wycelowałem w niego i wystrzeliłem, w tym samym czasie zauważył mnie operator karabinu- kula przeleciała tuż obok. Trafiłem ponizej wieżyczki, to zmusiło załogę do odwrotu- drugi czołg zrobił to samo. ”

Jednak po odjezdzie czołgów od razu ogień otwarły wozy bojowe, orientując się na ogień z luf, żołnierzom “Wostoka” udalo się trafić w jeden z nich- splonął całkowicie. Jednak w tym czasie zginął jeden chlopak, który z rozkazu “Niedzwiedzia” zmieniał pozycję, on sam również był ranny.

“Jeszcze nie złapałem tchu, kiedy “Czech” krzyczał, ze “Niedzwiedz” jest ciężko ranny po ostrzale z czołgu- kontynuuje opowieść Andrij, bez usmiechu, który jeszcze chwile temu gościł na jego twarzy- “Czech” biegł w stronę swojego dowódcy, chociaż sam krwawił. Gdy dotarł, “Niedzwiedz” przyciągnął go do siebie i zapytał, czy ten ma ze sobą amunicję. Strzelając jak wściekły w stronę ukrainskich wojsk, legendarny już dowódca wypowiedział jedną ze swoich ostatnich w życiu fraz: “Jak was, suki, wiele”. Przez radio “Czech” mówił, że obaj są ciężko ranni, ale ogień był tak zmasowany, że nie mieliśmy szans do nich dotrzeć. Naliczyliśmy wtedy 60 dział i luf cieżkiego sprzętu wymierzonych w naszą stronę … .”

Po stracie czołgu, BMP i stratach w ludziach, Ukraincy zaczeli się wycofywać. Dla obrońców była chwila, aby odpocząć i doprowadzić do porządku swoją broń, w tym jedyne ocalałe działko przeciwlotnicze. Odkopali cudem ocalałych pośród gruzów towarzyszy broni. Zdolnych do walki pozostało 8 ludzi, a w nocy piechota przeciwnika rozpoczeła kolejny atak.

“Wostok” oczekiwał wtedy na wsparcie. I bezpośrednio na wzniesieniu pojawiła się grupa, tylko nie swoja: WSU. Ciemna noc, dookoła płoną pola. Jeden z Ukrainców pomylił hasło, a jeden z ich krzyknął łamanym rosyjskim, abysmy się poddali inaczej nas wybiją. Wywiązała się wymiana ognia. “Som” połączył się przez radio z dowództwem i wezwał ogień na ruiny memorialnego pomnika- ogień na siebie. Wtedy pierwszy raz na Suar-Mogiłę spadły nieukrainskie rakiety “GRAD”.

“Tak się cieszylismy, że nasza artyleria zaczeła pracować, aczkolwiek to w nas strzelali- uczciwie przyznaje “Rewa”- to nas podniosło na duchu. Ukry zrozumieli, że mamy łączność z artylerią i zaczeli w nas strzelać z działek samochodowych, ale my szybko zrozumieliśmy gdzie mają swoje stanowiska. Wtedy “Som” ponownie wywołuje naszą artylerię podając koordynaty. Jak się okazało, na te stanowiska podjechały również inne maszyny bojowe- cóż, nasz ogień zrobił im tam piekło na ziemi. Chcielismy jeszcze rozwalić ich sprzęt na drodze do Pietrowskie, ale brakło już amunicji.

To jednak nie był koniec. Saur-Mogiła została raz jeszcze zaatakowana z trzech stron i poddana zmasowanemu ostrzałowi. Trzy doby ciągłego ognia. Potem ranni opołczency mogli opuścić wzgórze, artyleria DRL oczyściła już drogę w stronę Śnieznoje. Wybuch w ukraińskim składzie amunicji tylko pomógł w rotacji obronców.

Nasza walka 

Bez względu na poświęcenie żołnierzy “Wostoku” w nocy z 7 na 8 sierpnia, trzeba było opuścić Saur-Mogiłę. Ukrainscy zołnierze zajeli już ruiny kawiarni znajdującej się tuż pod szczytem, skąd doslownie wypalili obrońców. Jednak już 24 sierpnia pod ogniem artyleryjskim rozpoczał się pośpieszny odwrót sił ukrainskich, podobnie jak ich bracia pod Iłowajskiem, nie zamierzali “spłacać długu ojczyznie”

Batalion “:Wostok” stracił na kurhanie 7 ludzi. “Niedzwiedziowcy” krwią zapisali sie w historii republiki. Ich dowódca- Oleg Grigoriewicz Griszin został pośmiertnie nagrodzony Złotą Gwiazdą Bohatera DRL.

Autor: Wiktoriia Tołkaczowa

Tłumaczenie: Dawid Hudziec

 

 

 

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>