DSC_5461

– Gdzie wy chcecie jechać o tej godzinie?? Światła samochodu widać z daleka, a nam trzeba jechać wzdłuż linii frontu. Tutaj każdego dnia trwa wojna, 28 ostrzałów na dobę to minimum, mozdzierzy  już w ogole nie liczymy. Będziemy wystawieni na ogień!- denerwuje się “Sanycz”- jeden z dowódców “MorPiechów” [Nazwy niektórych oddziałów, oraz pozycji bojowych zostają celowo pominięte].

“Sanycz” jest jednym z dowóców Piechoty Morskiej. Pułku, którego zadaniem jest utrzymanie 27 kilometrowego odcinka południowego frontu. Strefa walk wiedzie w większości przez step- odsłonięty teren ma swoje zalety, ale również wady. Większe operacje wojskowe są widoczne często jak na dłoni, jednak wystrzelony pocisk- nawet karabinowy- ma daleki zasieg, co przy odległościach pomiędzy walczącymi stronami wynoszącymi często zaledwie kilkaset metrów- potrafi stanowić śmiertlene niebezpieczeństwo: “Każde małe światełko może oznaczać kulę w głowie, dlatego nie zapalamy nawet papierosa”- usłyszymy po kilku godzinach.

 

“Sanycz” dowodzi zgrupowaniem saperów, którzy stoją przed tytanicznym wyzwaniem: rozminowania szerokiego stepu, bez map pól minowych, często będąc łatwym celem dla snajperów, czy artylerii. Jest to człowiek 57-letni, pochodzący z Chabarowska, mieszkający przed wojną w Tiumeniu. Weteran wojny w Afganistanie. Wystarczy kilkuminutowa z nim rozmowa, aby nabrać pewności, że zadanie jakie sobie wyznaczyliśmy- z jego bezcenną pomocą, zostanie wykonane.

Saperzy “Sanycza”:

W nocy z 31.03/01.04 miało zacząć obowiązywać kolejne zawieszenie broni. Które już z kolei? Nie wiem, jak do tej pory żadne nie wytrzymało nawet dwóch dni. Zarówno “Sanycz”, jak i każdy napotkany żołnierz, uważa że i tym razem nic się nie zmieni: kruchy pokój nie przetrwa nawet drobnej próby czasu. Wraz z Patrickiem Lanckasterem- amerykańskim dziennikarzem,  udajemy się na front południowy, aby na własne oczy przekonać się co tym razem wyjdzie z tego “wstrzymania działań wojennych”.

Patrick na pozycji obronnej, filmuje nieodległe schrony wojsk ukraińskich:

Jedziemy w strone Lenińskie, małej wioski na południu DRL, niedaleko od Morza Azowskiego. Po drodze zatrzymujemy się na kilka minut nasłuchując, czy akurat w tym momencie nie trwają walki, albo nie jest prowadzony ostrzał. Po kilku chwilach ruszamy dalej. Samochód terenowy “Sanycza” nie napawa optymizmem. Oczywiście na polowych drogach rozjeżdzonych przez cięzki sprzęt i podziurawionych przez pociski artyleryjskie sprawuje się wręcz idealnie. “Problem” stanowi to, że wnętrze maszyny jest poszatkowane przez odłamki, a jedna z szyb istnieje tylko dlatego, że jest zaklejona tasmą.

Lenińskie dzieli się na dwie części: wieś właściwą i dacze (w Polsce powiedzielibyśmy ogródki dzialkowe). Pierwsza z nich niemal nie istnieje: niemal każdy dom nosi slady ostrzalów, co kilkanaście metrów na drodze trzeba omijać leje. W takich warunkach wciąż żyją ludzie. Druga część miejscowości wygląda o wiele gorzej. Jej już prawie nie ma.

Po jakimś czasie docieramy do miejsca w którym stacjonuje oddział, można powiedzieć: małe siły ochrony pogranicza. Tego dnia podczas ukraińskiego ostrzału zginął młody żołnierz, nieco ponad dwudziestoletni chłopak, została po nim wdowa i dwójka dzieci: dwu i cztero-letnie. Nie zginął w walce- był to jeden z przypadkowo wystrzelonych pocisków, który “gdzieś tam spadnie”.

Od nich dowiadujemy się, że przed kilkunastoma minutami jeden z takich pocisków trafił dom na pograniczu wsi Dzierżyńskie.

Cel tego ostrzału, tzw. “Operacji Antyterrorystycznej” jest widoczny z daleka. Budynek jeszcze płonie. Jego mieszkanka przedstawia się jako “Ciocia Nina”, wraz z sąsiadami ratuje to co zostało z jej dobytku, czyli niemal nic: czajnik, lodówka, kilka drobnych rzeczy, ktorych jeszcze nie dosięgnął ogień. Nina słyszała nadlatujące pojedyncze pociski, ale wszystkie przelatywały w oddali, na wszelki wypadek, jak zawsze ukryła się w piwnicy- to ocaliło jej życie. Teraz zamieszka u znajomych, co będzie dalej? Nie chce o tym mowić i podejmuje despreacką walkę z ogniem. Po jakimś czasie sąsiedzi odciągną ją od tego, daremnego już trudu.

Zawieszenie broni ma się rozpocząć o godz. 00.00, do 21 jednak wciąż słychać strzały, a nad nami latają drony zwiadowcze. Bardzo często izrealskiej produkcji- wznoszą się zbyt wysoko, aby można je zestrzelić, nie tym, czym dysponują siły “opołczenia”. Nikt z żołnierzy u których gościmy nie wierzy w to, że tym razem sytuacja się zmieni. Mają jedynie nadzieję, że będzie, chociaż dzień- dwa względnego spokoju. Są zmęczeni przedłużającym się konfliktem, jednak nie zamierzają ustępować.

Tej nocy przyjdzie im jednak spać w miarę spokojnie, po północy zapada cisza. Mąci ją na krótko kilka wystrzałów z cięzkiego karabinu, wystrzelona zostaje również flara oświetlająca- jednak zapowiadanego zwyczajowo przez nią ostrzału nie ma.  W tych warunkach nawet doba spokoju jest bezcenna. Można spać. I czuwać.

*****

– Co słyszałeś o Kominternowo? To znaczy co mówili na Zachodzie?- pyta mnie następnego dnia “Sanycz”

– Mówili, że była to strefa neutralna zajęta przez DRL- odpowiadam, na co mężczyzna reaguje lekkim usmiechem.

– W takim razie skąd w neutralnej strefie wzieły się ukrainskie czołgi?- pyta retorycznie wskazując na wraki trzech z nich.

Kominternowo, niewielka wieś, jest niejako pomostem pomiędzy Mariupolem, a Nowoazowskiem, dlatego wg. idei wg. Minskich porozumień, miało być ono strefą wolną od działań wojennych. Tak się nie stało. Bardzo szybko zostało opanowane przez ukrainskie siły i wykorzystywane do prowadzenia ostrzałów terytoriów DRL. Na zdjeciach poniżej przedszkole, które służylo siłom ATO za bazę dla czołgów. Wraki dwóch z nich wciąż tam są- sam budynek jest zniszczony.

Podobnie jak większość wioski, która jest niemal codziennie poddawana ostrzałom. Ciężko znalezc dom, który nie nosiłby sladów takich działań. Podobnie jak w Lenińskie, wciąż mieszkają tam ludzie- czesto bez prądu.

Pierwszego dnia zawieszenia broni, nota bene w Prima Aprillis, mieszkańcy pomagają służbom  w naprawie zniszczonych przez ostrzały linii energetycznych.

W tym miejscu kończy się Doniecka Republika, a zaczyna Ukraina, bądz jak się mówi w Doniecku i Ługańsku: “terytoria tymczasowo okupowane”. Jak widać odległość pomiędzy walczącymi stronami jest minimalna.

 

31.03.2016 po poludniu, jeden z ukraińskich pocisków trafił w dom w Małym Kominternowo. Budynek “oczywiście” zamieszkały. “Babula” to 74-letnia kobieta, podobnie jak staruszka w Dzierzynskie, ona rownież podczas ostrzału ukryła się w piwnicy.

– Wstrząs był ogromny, całym domem “podrzuciło”, myślałałam, ze sufit spadnie mi na głowę. Po chwili wszystko ucichlo, zastanawiałam się, czy można już wyjść i wtedy do środka [piwnicy] zaczeły wdzierać się kłęby dymu.

Na pomoc “Babulce” skoczyli żołnierze tutejszej Roty, dzięki nim kobieta wydostała się z piwnicy i przezyła, bez ich reakcji, szybko znalazłaby się w pułapce. Rozmawiałem z nimi, powiedzieli, że poczatkowo kobieta przeklinała wszystkich, wszystkie mundury świata, wojnę, polityków. Kiedy się nieco uspokoiła, zaczeła im dziękować, a złorzeczeńie zostawiła “tylko” dla sprawców ostrzału. Kiedy z nią rozmawiałem, nie było w niej już zlości, zaczeła powoli dominować desperacja, a łzy napływały do oczu.

****

Dowodcą “Roty” jest “Said”, inteligentny mężczyzna, pochodzi z Donbasu, ale ostatnie 15 lat pracował w Grecji- sam ma greckie korzenie. Kiedy wybuchła wojna, nie wachał się.

 

– Tutaj nie chodzi o jakąś polityke, czy ideologię. Nie lubie polityki, nie znam się na niej, nie obchodzi mnie ona- w żadnej postaci. Kiedy jednak ktoś przychodzi na moją ziemię z bronią w ręku, nie zamierzam go pytać, czego on chce- z miejsca staje się on wrogiem i z kimś takim trzeba walczyć.- opowiada “Said”.

W “Rocie” panuje rodzinna atmosfera, zapewne niepozbawiona również takich-że zgrzytów. Większość ludzi w niej służących walczy od 2014 roku. Zdecydowana większość pochodzi z okolic Kominternowo, Nowoazowskiego powiatu, ale są rownież przedstawiciele innych miast Donbasu, jak np. Marina z Makiejewki.

Również tutaj nikt, dosłownie: nikt, nie wierzy w to, że zawieszenie broni ma szanse na trwałość. Chcą pokoju, ale tylko pod warunkiem, że Ukraina wycofa się poza granice donieckiego i ługańskiego obwodu. Są zmęczeni wojną, żaden z nich nie jest zawodowym żolnierzem. Nie myśleli o wojnie, nie chcieli jej, wszystkiego co umieją, czemu zawdzięczają swoje życia, nauczyli się już w walce. Od 18-latków, po emeryta, kilka dziewczyn, w ciągłych rotacjach po niebezpiecznych i cięzkich punktach obrony.

Marina jest zapaloną numizmatyczką, chwali się kolekcją monet i banknotów, niektóre z nich zostały wypuszczone do emisji w XVIII wieku, są również okazy z Polski. Ma syna, została ranna odłamkiem w plecy i nigdy w pełni nie wyzdrowieje- jednak zdawać broni nie zamierza.

“Cichy” jest dowodcą oddzialu. Poważny, zdecydowany, a jednocześnie serdeczny. Podobnie jak Marina- walczył jeszcze w Sławiańsku, który wspominają jako “ludzką rzeznie”. Ma on przed sobą zadanie, które sam sobie postawił: zrobić z każdego nowego ochotnika prawdziwego zołnierza, aby mógł przeżyc. Ponad to pragnie jednak pokoju- jednak nie za wszelką cenę.

Każdy z nich ma swoją historię, swoje powody dla których walczy. Druga noc zawieszenia broni rozpoczyna sie od ukraińskich prowokacji: karabiny, granatniki. Jedna z pozycji zostaje ostrzelana przez czołg. Pomimo tego “Said” wypełnia rozkaz i zabrania eskalacji działań- przynosi to skutek, siły przeciwnika nie doczekując się “odpowiedzi” przez całą noc przestrzegają umowy. Tej nocy, na tym odcinku nikt nie zginął, nie został ranny. Niemniej- nikt nie wierzy, że taka sytuacja się utrzyma i nikt nie traci czujności.

Przygotowano dla novorossinform.org

 

 

 

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>