Er1gU62u_kI

“W 2014 roku jezdziłam na OGA [budynek administracji Doniecka] , aby pomagać [protestującym]. Mój tata zawsze mnie w tym wspierał, oglądał wiadomości o tym co się dzialo wtedy w Kijowie i wstyd mu było za taki kraj. Podczas protestów poznałam jednego z dowódców, który pomógł mi dostać się do wojska. Rodzicom wtedy powiedziałam, aby się nie martwili, że będę pracować w biurze, a nie walczyć na linii frontu. Kiedy już zabierałam się do wyjścia, tata poprosił mnie o kontakt do mojego dowódcy, bo również chciał iść walczyć. Wtedy jeszcze nawet nie przypuszczałam, że będziemy w jednym oddziale.”- opowiada Anastazja, córka Alberta Stanisławowicza Jakowlewa “Elbrusa”

“Jeden dziennikarz poprosił mnie, aby opowiedzieć o swoim mężu, i się rozstroiłam, zaczęłam mówić o tym, że on poszedł na wojnę, bo to jest obowiązek każdego mężczyzny, to była jego świadoma decyzja i coś jeszcze w tym rodzaju.

To wszystko  było prawdą, ale mogłam przecież powiedzieć o czymś innym…

O tym, jak patrząc na to, co dzieje się wokół, Alik wściekał się i zamykał się w sobie, a gdy nasza starsza córka poszła do wojska, nie mógł i nie chciał pozostać w domu i postąpił podobnie. O tym, jak, nie wiedząc, gdzie się on znajduje,  zadzwoniłam do niego i usłyszałam żebym po prostu siedziała przed telefonem i po cichu się modliła (okazało się, że ich batalion utkwił gdzieś na pierwszej linii frontu). Podczas jego rzadkich powrotów do domu  zauważyłam zachodzące  w nim zmiany. Mój spokojny i przytulny mąż zmieniał się w innego człowieka silnego, odważnego, pewnego siebie mężczyznę. On był WOJOWNIKIEM. Wojna rozpalała się coraz mocniej. Zbliżała się. Już i w naszym mieście słychać było kanonadę. Coraz częściej telefon męża był wyłączony. Nie mówił wiele, mówił, że są na “Wysokości” (mamy w mieście takie miejsce) i jest tam cicho (to prawda), i po prostu jest tam słaby zasieg  i dlatego trudno się dodzwonić. I wierzyłam. Wierzyłam, bo inaczej postradałabym zmysły ze strachu o niego. A potem przyjechał do domu z medalem. Powiedział, że wykazał inicjatywę i pomysłowość i  za to go nagrodzili, ale szczegółów nigdy nie poznaliśmy”- napisze rok po smierci Alberta jego żona Oksana

W batalionie “Ruś” Albert walczył min. pod Iłowajskiem, Szachtiorskiem, Karłówką, Piaskami- tam gdzie ważyły się jeszcze losy młodych donbaskich republik. Za odwagę otrzymał  Gieorgiewski Krzyż, rodzina nigdy nie dowiedziała się za co mu go przyznano, on się nie chwalił, a na opowieści nie wystarczyło czasu.

W nocy z 25/26 pazdziernika 2014 roku wraz kilkoma zołnierzami, w tym ojcem chrzestnym swojej najstarszej córki- Solomkinem Aleksandrem Leonidowiczem, podczas patrolu zostali zaatakowani przez ukraińską grupę dywersyjno-szturmową. Wywiązała się walka, “Elbrus” został ciężko ranny, po 10 dniach zmarł w szpitalu pozostawiając wdowę i dwie córki: Anastazję i Uljanę.

10 marca 2017 roku, na budynku szkoły nr 34, w ramach akcji “Bohaterowie nie umierają” odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą poległym Makiejewczanom. Jest wśród nich i nazwisko “Elbrusa”.

W Donbasie jest bardzo silna tradycja kultywowania pamięci o poległych w trakcie II Wojny Światowej, w Afganistanie- teraz na wskutek trwającej obecnie wojny, znów najlepsi synowie tej ziemi, oddają swoje życia. Dlaczego tak wielu z nich postanawia stanąć do walki z bronią w ręku?

“Pewnie to taki już los i Pan Bóg zabiera do siebie najlepszych. [Po jego śmierci] uznałam, że mój mąż, człowiek z którym przeżyłam ponad 20 lat, ojciec dwójki dzieci, obrońca Noworosji to prawdziwy BOHATER”- wspomni Oksana.

Anastazja Jakowlewa “Koszka” po dzień dzisiejszy służy w armii Donieckiej Republiki Ludowej, a jej młodsza siostra podczas uroczystości 9 maja z dumą przypina order taty.

Materiał przygotowany dla IA “Novorossinform”

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>