wns_0082

„Mój syn miał 23 lata, kiedy poszedł walczyć. Poległ po siedmiu miesiącach. Był zwyczajnym chłopakiem, nie wyróżniającym się, zwykłym chłopakiem. Przez cały ten czas, kiedy dorastał, a później zaczynał się „Majdan”, nigdy bym nie pomyślała, że on pójdzie walczyć i będzie obrońcom naszej ojczyzny. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić tego, a później długo się broniłam przed takimi myślami.

Kiedy w Kijowie zaczął się „Majdan”, a potem doszło do tragedii w Odessie- widziałam jak on zaczął się zmieniać. Zmieniał się w oczach. Można powiedzieć, że stawał się dojrzalszy z każdym dniem. Patrzyliśmy na niego wraz z moim mężem i nie mogliśmy zrozumieć, co się dzieje.

Zaczęły się wydarzenia w Doniecku, wokół budynku administracji obwodowej, mitingi w centrum miasta- a on znikał gdzieś po nocach. W dzień pracował, potem znikał na całą noc i przyjeżdżał nad ranem. Potem na powiedział, że jeździ ochraniać budynek administracji- ja się tego przestraszyłam. Ojciec pochwalił to co on robił, ale ja się bałam. Wielu teraz wie co się wtedy działo w Doniecku: Prawy Sektor przyjeżdżał i polował na ludzi, a u nich tam pod administracją nie było żadnej broni, tylko gołe ręce- nawet łączności nie mieli.

Potem zdecydował, że pójdzie walczyć- dla mnie to było coś strasznego. Pękało mi serce, starałam się go od tego odwlec, ale zawsze odpowiadał, że ktoś musi bronić innych:

„Mama, jeżeli nie ja, to kto? Mamo, zrozum to”.

Mnie jednak było bardzo ciężko z tym zmierzyć się. On jednak był zdecydowany. Na początku wszystko było w porządku- tak zawsze odpowiadał, kiedy do niego dzwoniłam:

„Mama, wszystko dobrze”.

Ja jednak słyszałam w słuchawce wybuchy pocisków, pytałam co się dzieje, a on odpowiadał, abym się nie martwiła, bo to tylko telewizor. „Nie słuchaj nikogo, wszystko dobrze”- mówił.

Przyszła straszna wojna, wraz z nią wiele zła, a on dla mnie wciąż był dzieckiem .. . .Zauważyłam, że jemu zaczyna drżeć głos, kiedy rozmawiamy. I kiedy znów mi powiedział: „Mama, wszystko dobrze”- zwróciłam mu uwagę, że jego głos jest niespokojny. To był 31 grudnia 2014 roku … .

„Poległ mój przyjaciel”- brzmiała krótka odpowiedz.

Wtedy zrozumiałam, że jemu jest o wiele ciężej niż mnie. Moje serce krwawiło, owszem, ale to on każdego dnia na własne oczy widział śmierć. Widział śmierć dzieci, starców, swoich kolegów, których nazywał braćmi.

Mój syn został ciężko ranny. Ja o tym nawet nie wiedziałam, wiedział mój maż i córka, ale mi nic nie powiedzieli z troski o mnie. Ja jednak czułam, że dzieje się coś złego.

Kiedy wrócił do zdrowia, skierowano go w rejon Ugliegorska. Stamtąd rzadko mógł dzwonić. Nawet tylko raz w tygodniu. Kiedy do niego zadzwoniłam, nie powiedział już, że wszystko w porządku. Powiedział, że nie może rozmawiać- słyszałam, że kłamie, że coś jest nie tak.

„Nie mogę się rozłączyć, bo znowu zasięgu nie będzie- zaczekam, nie będę się rozłączać”- powiedziała matka przeczuwająca coś złego.

„Na moich oczach zginęła trzyletnia dziewczynka- odpowiedział syn.- Z Ugliegorska, z piwnic domów wywoziliśmy ludzi. Tam była staruszka, która nie miała sił stać- była osłabiona życiem w piwnicy. Wziąłem ją na ręce i niosłem do transportu, wtedy zobaczyłem małe dziecko. Mała dziewczynka, nie mam pojęcia skąd ona się wzięła. Pomyślałem, że zaniosę babcię i wrócę po dziecko. Kiedy doszedłem do samochodu i Bracia odbierali z moich rąk kobietę, odwróciłem głowę w stronę dziecka- nadleciał pocisk. Był wybuch. Dziewczynkę rozerwało na kawałki.”- opowiedział młody chłopak.

Później rozmawiałam z jego kolegami, którzy tam byli. Opowiadali, że w tym momencie upadł na ziemię i zaczął ją szarpać rękami, wbijać w nią palce i płakał, cały czas płakał- u niego wtedy również była maleńka córka … miała wtedy pół roku. On nigdy nie mógł zmierzyć się z tym, że giną dzieci.

Kiedy wychowywaliśmy nasze dzieci- córkę i syna, nigdy nie myśleliśmy o tym, że los każe im podejmować heroiczne decyzje. Nie myśleliśmy o tym, ze będą patrzeć jak giną ludzie, dzieci. Nie tylko mój syn, znam wiele matek, których synowie poszli walczyć- oni byli całkowicie zwyczajni, ale kiedy widzieli te wszystkie okropności- nie przestraszyli się, nie poddali, nie załamali się. Oni szli do przodu, bo wiedzieli, że za nimi są ich rodziny i im trzeba ich bronić.

5 maja 2015 roku mój syn poległ wypełniając swoje obowiązki.

Chcę abyście wiedzieli, że kiedy żyje pamięć o naszych poległych- oni żyją pośród nas. Teraz to jest najważniejsze. „

Opowiadała Olga Rafailowa. Spisał: Dawid Hudziec.

Materiał dla IA Novorossia

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>