_WNS4531

Przez 6 lat wojny w Donbasie, swoją ciężką bojową drogę przeszło wiele jednostek donbaskiej armii. U każdej z nich swoja historia- odważna, śmiała, ale i jednocześnie ciężką- poprzez smutek poniesionych strat. Pomimo to wiele z nich pozostaje na swoich bojowych pozycjach i nie zapomina o towarzyszach broni. Każdego roku, 20 czerwca, rocznicę swojego sformowania świętuje jeden z takich oddziałów- makiejewska rota Brygady „Wostok“.

Na spotkanie roty zapraszani są równi ci, którzy wciąż służą w armii, jak i ci którzy zakończyli swój bojowy szlak- weterani. Wszyscy ci ludzi bardzo się różnią, pod względem wieku, wykonywanego zawodu, ale jednoczą ich wspólne wartości i historia roty, którą stworzyła ich determinacja.

Tak, jeden z dowódców plutonu Andrij „Monach“ do wybuchu wojny pracował w Makiejewce jako taksówkarz, a gdy nadszedł czas- aktywnie wspierał wydarzenia „Ruskiej Wiosny“ w Donbasie.

_WNS4567

„Byłem starszym w patrolu drogowym w Makiejewce, za dnia pracowałem jako taksówkarz, a wieczorem zajmowałem się innymi zadaniami: jeździłem na punkty kontrolne, przywoziłem żołnierzom jedzenie, wodę- zbierałem informacje o tym co, gdzie jest potrzebne i w ten sposób koordynowałem działania punktów- wspomina „Monach“. A potem przyszła wiadomość, wtedy jeszcze z administracji, że będzie formowany oddział. W rezultacie powstała rota- początkowo zebrało się nas ponad 50 ludzi, potem było nas już 100. Początkowo nie otrzymywaliśmy żadnych zadań bojowych, naszym celem było utrzymanie porządku w Makiejewce, pomagaliśmy drogówce i dzielnicowym.“

Jego słowa potwierdza słynny w rocie żołnierz o zawołaniu „Dziad“. Jego zdaniem, pomysł zwrócenia się do dowództwa „Wostoku“ z prośba o przyjęcie ich roty w skład, wtedy jeszcze batalionu, było dobrą decyzją.

„Na samym początku, nas było 40-50, zbieraliśmy się w budynku administracji: przejęliśmy go, mieszkaliśmy w nim, ochranialiśmy, przeprowadziliśmy referendum, nie pozostawało już nic innego jak zostać regularnymi żołnierzami-ochotnikami. Była duża grupa ludzi zdeterminowana, aby ochraniać nasze miasto i dokonaliśmy wyboru- „Wostok“ był wtedy najlepiej zorganizowaną grupą i nasz wybór był oczywisty. My chcieliśmy walczyć, a nie grać w mundurach w tenis, tak, jak to było w „Oplocie“. Ze wspomnianego budynku administracji, z kopalni, z fabryk, zaczęli schodzić się ludzie i wspólnie poszli zadeklarować swoją chęć walki- to własnie byliśmy my“.

_WNS4584
Wyprzedzając fakty, trzeba wspomnieć, że makiejewscy ochotnicy nie zamierzali ograniczać się do obrony swojego rodzinnego miasta. Swój chrzest bojowy przeszli podczas walk o wzgórze Saur-Mogiła,a to było jedno z miejsc najcięższych walk, jakie trwały latem 2014 roku.

„Chrzest bojowy przeszliśmy na Saur-Mogile. Tam otrzymaliśmy bezsprzeczny chrzest w ogniu- Saurka przywitała nas kulami i moździerzami- opowiada „Dziad“. Tam wyszedł nam na spotkanie dowódca „Żora“, który od razu zrozumiał, że my jesteśmy całkowicie „świeży“ i chodził za nami, jak za dziećmi. Potem nas skierowano do Jasinowatej, nasza pozycja nazywała się „Zajęczy Domek“. Trzy lata tam stacjonowaliśmy, utrzymywaliśmy linię obrony, bywało, że w okrążeniu- stawką była Jasinowata.“
W ten sposób górnicy i robotnicy ochraniali swoje domy, aczkolwiek, pierwotnie makiejewskiej roty jako takiej miało w ogóle nie być. Jak stwierdził zastępca dowódcy Brygady „Wostok“ Petr Sawczenko („Chorwat“), w momencie formowania batalionu, który później urósł do rozmiarów brygady, była wybrana konkretna koncepcja- formacja nie miała terytorialnego podziału. Dowództwo „Wostoku“ gromadziło wszystkie zasoby, w tym także/zwłaszcza ludzkie na swoich bazach. W maju 2014 roku, były takie 4 główne bazy zlokalizowane tak, aby wspólnie monitorować i ochraniać strategiczny trójkąt działań wojennych w rejonie Doniecka.

_WNS4604
„Wtedy zjawił się Wania Jabłoński- znałem go i jego rodzinę bardzo dobrze, jeszcze przed wojną- wspomina „Chorwat“- powiedział, że w Makiejewce są ludzie, którzy chcą służyć w „Wostoku“. Próbowałem mu wyjaśnić, że nie taka jest koncepcja batalionu i nie jestem w stanie tego skutecznie przedstawić dowódcy- Aleksandrowi Chodakowskiemu. Wtedy w Makiejewce pojawiały się już grupy bojowe, które miały jeden cel- dosłownie zarobić na wojnie. Pomyślałem, że byłoby dobrze mieć w Makiejewce oddział, który rozwiąże takie problemy. Wtedy, nieco naciągając swoje uprawnienia zastępcy dowódcy, wydałem zgodę na sformowanie makiejewskiej grupy.“

Rota została rozlokowana w budynkach należących do spółki „Makiejewski Węgiel“. Następnie „Chorwat“ wysłał przyszłych „Wostokowców“ na szkolenie bojowe, które prowadził Aleksander „Czika“. I tak rota została ostatecznie sformowana, ale nie było u niej sztandaru i broni.

„Moralnie przygotowywałem się poinformować o tym Aleksandra Chodakowskiego, ale, jak się okazało nie było takiej konieczności- mówi „Chorwat”- podczas jednego z porannych spotkań, on sam powiedział: ‚Dzisiaj pojedziemy zobaczyć co ty tam w Makiejewce tworzysz“. Zadzwoniłem do Wasi Jabłońskiego mówiąc, że jedziemy do niego z Chodakowskim, wtedy był wstrzymany ruch pomiędzy [naszą bazą] na „Motel“, a „Makiejewskim Węglem“. W ten też dzień rota otrzymała swój sztandar- był to 20 czerwca- a na polecenie dowódcy, wydałem Makiejewczanom pierwsze 20 sztuk broni“

_WNS4610

„Chorwat“ początkowo obawiał się, że rota nie będzie skłonna wyjeżdżać ze swojej rodzinnej Makiejewki, ale jego wątpliwości bardzo szybko uspokoił „Monach“ i „Dziad“, którzy zapytali co trzeba zrobić, aby pojechać walczyć w rejon Saur-Mogiły. I to ucieszyło „Chorwata“.

„Następnego dnia dogadałem się z „Duszmanem“ i 22 czerwca pierwszych 10 Makiejewczan pojechało na Saurku. Godnie służyli, dowódcy innych grup, którzy mieli z nimi kontakt, nie mieli ku nim żadnych zastrzeżeń. A to dlatego, że to wszyscy oni, to byli robotnicy. Oni szli do pracy, nie na wojnę- najlepszy znak profesjonalizmu. Kiedy człowiek idzie na wojnę, jak do pracy- to można na nim polegać, a jeżeli idzie walczyć- to wkrótce będziemy wyprawiać mu pogrzeb. Dlatego wkrótce potem pojechali do Jasinowatej, Niżnej Krynki, na „Zajęczy Domek“, obok DPS- gdzie rota poniosła pierwsze straty.“

Zdaniem „Chorwata“, jedną z unikalności makiejewskiej roty, jest jej uniwersalność.Nierzadko, ze względu na „okoliczności zewnętrzne“, dostawali oni różnoraki sprzęt i trzeba było się uczyć wszystkiego od nowa. I tak początkowo otrzymali działa samobieżne i musieli poznać wszystkie tajniki służby artylerzysty. Potem, ze względu na wycofanie ciężkiego sprzętu z linii frontu, a co za tym idzie, ograniczenia liczby artyleryjskich oddziałów, musieli się nauczyć walczyć przy użyciu broni przeciwpancernej, moździerzy, a nawet występować w charakterze grup szturmowych.

„Przez to, ze oni wszyscy są z jednego miasta, żyją po przyjacielsku-kontynuuje „Chorwat”-co prawda dowódcę trzeba było zmienić, ale Wania dał radę stworzyć solidarny i zdyscyplinowany pluton. Plutonowy może się zmieniać często, ale żołnierze tutaj są tacy, że bez względu na to wypełnią swoje zadanie i wszystko będzie w porządku. Im można poręczyć dowolne bojowe zadanie i mieć pewność, że je wypełnią“.

_WNS4592

„Groch“ również uważa, że przyjacielskie relacje mają ogromną rolę w funkcjonowaniu nie tylko makiejwskiego plutonu, ale i każdego innego, dlatego powstają swego rodzaju małe tradycje, które cementują więzy pomiędzy żołnierzami. Dla makiejewskiej roty, dzień 20 czerwca ma szczególne znaczenie i decyzja, aby każdego roku, na miarę możliwości, prowadzić zlot- to bardzo dobre posunięcie.

„Zapraszamy wszystkich tych, którzy służyli w 2014 i 2015 roku, a potem, czy to ze względu na stan zdrowia, czy z innych powodów, musieli odejść ze służby. Przychodzą również „młodzi“, czyli ci którzy dołączyli już do zahartowanej w walce grupie. Chodzi o to, aby oni wszyscy spotykali się razem-mówi „Groch”-dzisiaj z nami jest chłopak, który stracił rękę, jest matka poległego, którą zapraszamy na każdego spotkania i uroczystości. Jak mówi Aleksander Chodakowski, to matka całej Brygady. Jej syn, „Rubec“, jak się nie mylę, zginał w trakcie jakiegoś święta. Młody chłopak, był górnikiem, pewnego dnia przyszedł do mamy i powiedział jej, że idzie walczyć. Pluton, to jak rodzina- to ważne, aby być razem“

_WNS4602

Nikolaj „Anioł“ dołączył do makiejewskiej roty w 2015 roku, przeszedł z innej formacji na wezwanie swojego przyjaciela z dzieciństwa: Iwana Jabłońskiego. W marcu tegoż roku podpisał kontrakt i służy w „Wostoku“ pięć lat.

„Iwan, to mój przyjaciel z czasów dzieciństwa, znamy się jeszcze z pierwszej klasy. Nasze rodziny przyjaźnią się po dziś dzień, tak wiec nie mogłem nie dołączyć do niego- opowiada Nikolaj-pięć lat służymy razem, oczywiście- jakieś tam konflikty są zawsze, ale kiedy tylko wyjeżdżamy w bój- wszystko to zanika i liczy się tylko braterstwo. Jestem pewien, ze każdy z nich będzie ochraniał moje plecy i ja zrobię to za nich. Każdy z nich jest godzien, nazywać się żołnierzem „Wostoku“. Ja teraz służę w innych strukturach, ale naszywkę Brygady mam zawsze na mundurze- to mój honor, moja miłość i pozostaję jej wiernym.“

Bez wątpliwości, wymienieni dzisiaj są dumni ze swojego plutonu, ze swojej Brygady, a tradycja corocznych spotkań nie zaniknie. Chciałoby się tylko, aby następnym razem flaga „Wostoku“ z napisem „Makiejewska rota“ powiewała już w Donbasie nie będącym w stanie ciągłej wojny.

Wiktoria Tołkaczewa.

Oryginalny artykuł ukazał się na portalu informacyjnym Novorosinform, tam również znajduje się album ze zdjęciami  roty.

От протестов Русской весны до боевых позиций: 6 лет макеевской роте «Востока»

Pamięci Tomasza Lipskiego. Spoczywaj w pokoju (*)

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>