Lodowato.Aura wieczornego pożegnania ofiar ataku z 22 stycznia rozpoczęła się lodowato. Widok znoszonych od wczoraj, przez mieszkańców czerwonych goździków tego nie zmienił.

Dwieście, może więcej- tyle osób przyszło symbolicznie pożegnać zabitych. Ludzi, którzy zmierzali do pracy, może do znajomych, a może jechali spotkać się z najbliższymi. Ludzi takich samych jakich widujesz codzienny również Ty. Oni się niczym nie różnią od nas, oddychają, kochają, czują, pragną….może jednak bardziej szczerze jak my. Rosjanin kiedy się uśmiecha to szczerze, jak dziecko- ci ludzie nie potrafią udawać, że jest inaczej.

Jednak trzynastu ludzi już się nie uśmiechnie, nie przytuli, nie usiądzie w przepełnionym autobusie, nie przywita się z sąsiadem na schodach. Wielu będzie na nich czekać, ale ich już nie ma. Odeszli. Zabrała ich wojna. Nie taka wojna, gdzie odważni mężczyźni walczą na froncie. Taka wojna w której to czyjaś matka nie wróci do domu, ponieważ pocisk wystrzelony w centrum miasta nie wybiera- jednak to nie pocisk uznał, że ci ludzie muszą umrzeć.

Nie było wielu łez, był lód. Rosjanie uśmiechają się szczerze, kochają szczerze, ale kiedy się smucą to ten smutek przeszywa wszystko. Pustka. Nic. I tylko odłamki wciąż tkwiące dookoła w budynkach.

Pop odprawił modlitwę pożegnalną, odeszli więc. Ich dusze mogą podążać dalej, jednak tam nie wszyscy zginęli. Jeden z ocalałych powiedział ludziom co czuje. Powiedział że na tym przystanku, gdzie wszyscy leżeli, a pod ich ciałami topniał śnieg, na tym przystanku zostały nie tylko życia ludzi zabitych rozżarzonym żelazem. Tam zostały życia tych, którzy stracili wartość bezpieczeństwa, już nigdy nie wsiądą pewnie do autobusu, już zawsze będą nasłuchiwać, czy nie zbliża się śmierć. Tam zostały życia rodzin, przyjaciół, których znajomi odeszli, zostali zamordowani, za co? Co złego zrobili Ci ludzie?

Coś drgnęło w zebranych sercach, coś ruszyło wszystkich w stronę tego mężczyzny, jakby każdy chciał mu powiedzieć „nie jesteś sam! Jesteśmy z Tobą!” i czułem, że ten człowiek nagle stał się jednym istnieniem wraz z dziesiątkami zebranych, a ich życia są teraz jego życiem. Czułem, że oni teraz wszyscy myślą, czują- razem.

Ktoś szepnął łamiącym się głosem : „Ja Donbas”, ktoś powtórzył i w jednej chwili kilkadziesiąt ludzi z głębi serca zaczęło powtarzać: „JA DONBAS!”.

„Wiecie dlaczego oni nas zabijają?”- wystąpił Zacharczenko. „Oni nas zabijają nie dlatego, że my chcemy wolności, nie dlatego, że to my jesteśmy u siebie”

Donbas, Donbas, Donbas … .

„Oni nas zabijają dlatego, że my zrobiliśmy to o czym oni tylko marzyli. My się odważyliśmy!”

Rośnie coś wielkiego w tym jednym sercu jakie teraz bije wśród tych ludzi, jedno serce już nie czuję pustki, lodu. Ono chce, CHCE, pragnie się odważyć, pragnie się stać. Potrzeba tylko iskry, kogoś kto tylko powie gdzie, a naród ruszy- naród, który się już nie boi, tutaj na przystanku odebrano Donbasowi resztki lęku i zmęczenia jakie miał w sercach, teraz trzeba tylko…

„To się skończyło, nie dam bezkarnie zabijać naszych rodzin. Wydałem rozkaz uderzenia na Mariupol!”

Iskra już się nie tli, teraz to pożar, zdolny do największych zwycięstw, zdolny obronić to co stało się najcenniejsze- odwagę. 22 stycznia pokazał, że życie można stracić na przystanku autobusowym, ale tego co teraz jest w sercach narodu Donbasu śmierć nie zabierze.

Ktoś szepnął łamiącym się głosem : „Ja Donbas”, ktoś powtórzył i ja też powtarzam: „JA DONBAS!”, „JA DONBAS” !!!
jd3

jd2

jd1

jd

Wasze komentarze

  1. Jestes taki(a) fajny(a)! Ja nie przypuszczam, ze przeczytam cos takiego. Tak milo szukac kogos z niektorych autentycznych pogladow na ten temat. Naprawde dzieki za poczatek. Ta strona jest cos, co szukalismy w internecie, ktos z odrobina oryginalnosci.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>