fBZaQGh2dMw

W dniu wczorajszym z okazji Dnia Dziennikarza, pracownicy mediów, administracji, oraz weterani uczcili w Doniecku pamięć korespondentów wojennych,którzy zginęli w trakcie II Wojny Światowej (dokładnie w latach 1941-1945, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej).

„Praca dziennikarza zawsze była ważna i potrzebna, ale w czasie wojennym jest ona niezwykle niebezpieczna. Wy jesteście zawsze na pierwszej linii. Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej korespondenci wojenni ryzykowali swoje życie, aby dokumentować wydarzenia na froncie. Dzisiejsi dziennikarze są ich godnymi następcami”- stwierdziła w swoim wystąpieniu Olga Makiejewa, przedstawiciel donieckiego parlamentu- Rady Ludowej

(Novorossia.Today)

Niewątpliwie radzieccy korespondenci nieśli prawdę w trakcie II Wojny Światowej, która rozpoczęła się wcześniej niż WWO i nie bez wsparcia Związku Radzieckiego. Niewątpliwie nieśli prawdę, oczywiście po uprzednim jej zatwierdzeniu przez stosowne służby cenzorskie i NKWD,czy partyjników. I to samo było z „wojenkurami” amerykańskimi, czy niemieckimi. W trakcie wojny nie było miejsca na jakieś obiektywne relacje, zwłaszcza w systemach totalitarnych.

A dzisiaj? Dzisiaj wszystkie media (telewizja, prasa, radio) są pod państwowym nadzorem, aby nie dochodziło do rozpowszechniania treści np. nazistowskich- tak stanowi ustawa. Analogicznie w Polsce państwo powinno objąć nadzorem kuratorskim (nie żeby nie chciało) wszystkie media- przecież ustawa o zakazie propagowania pewnych treści funkcjonuje również nad Wisłą.

Wielokrotnie widziałem z bliska jak działają media rosyjskie (nie chcę jednak generalizować). Bardzo dużo było sytuacji, kiedy dziennikarstwo to była zwykła reżyserka, jak np. przy szkole nr 63- reporterzy z Rassija 1 specjalnie odegrali szopkę,że są w niebezpieczeństwie, aby zrobić odpowiedni przekaz. Chłopaki z LifeNews ubierają kamizelki kuloodporne w strefach o zerowym zagrożeniu- przecież są na wojnie. Inna stacja kiedyś wprosiła się do staruszki z jakimś palantem, żeby postrzelać z AGS-a- poczciwa babcia uwierzyła, że tak trzeba. Ja kiedyś poszedłem na miejsce ostrzału (swoją drogą jak się okazało, połowa informacji z oficjalnych mediów była nieprawdziwa. Przychodzę pod adres gdzie miał spłonąć dom,a ludzie patrzą na mnie jak na wariata- żadnego ostrzału nie było) z jedną dziennikarką, a ta wypaliła dzieciakom tekstem: szkoda, że ostrzału szkoły nie było,bo byłby dobry materiał.

Kiedyś przez pomyłkę wjechaliśmy prosto na doniecki ukryty blokpost i zostaliśmy ostrzelani z kałasznikowa. W trakcie wyjaśniania sytuacji, dowódca chłopaków z karabinami słusznie powiedział będącym z nami reporterom (chyba NTV), że się takie miernoty powinno przez tydzień w błocie i głodzie przeczołgać, bo przyjeżdżają na dwa dni i potem szpanują, że na wojnie byli.

Dziennikarzy na wojnie obie strony kreują na anioły prawdy. Naturalnie prawdy „naszej”, czy to dotyczy Ukrainy, czy DRL. Podczas mojego ostatniego zatrzymania (nie wiedziałem, że tam jest „rozpołeżenie”, mogli tabliczkę dać, zwłaszcza, że pole minowe też tam było) jeden z żołnierzy zapytał mnie, o czym piszę,czy prawdę piszę. Odpowiedziałem, że piszę o tym co widzę- i tu już pojawia się grymas. Czy, aby ja na pewno „prawdę” widzę.

Obecnie śledzę pilnie działania „opozycyjnych” dziennikarzy w Doniecku. Nie z jakieś sympatii dla nich, ale z prostego powodu- magiczną cechą opozycji jest to, że powiedzą to o czym władza milczy. I vice-versa, to co „lojalni” piszą o opozycji również jest ciekawe.

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>