DSCF0359

W czwartek 22 marca br. Sejmowa komisja ds. służb specjalnych ma omówić  omówić rolę rosyjskich służb specjalnych w działaniach dla zdestabilizowania stosunków polsko–ukraińskich na Ukrainie. Swoje raporty w tej sprawie mają przedłożyć szefowie głównych służb bezpieczeństwa, oraz wywiadowczych w Polsce.

Bezpośrednim motywem dla zwołania  posiedzenia ma być próba podpalenia przez Polaków ośrodka kultury mniejszości węgierskiej w Użhorodzie.  Pod koniec lutego tego roku, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała podejrzanych w tej sprawie. Według strony ukraińskiej, są nimi działacze niszowej organizacji Falanga, którzy mieli dokonać dwóch prób podpalenia budynku, a swoje działania mieli nagrywać na wideo. Zdaniem wiceszefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy  Wiktora Kononenko, podejrzani mieli działać z polecenia rosyjskich służb specjalnych. ABW potwierdziło zatrzymanie czterech osób z czego trzy przebywają w areszcie śledczym, potwierdzono również badanie powiązań międzynarodowych podejrzanych.

Polskie media cytują SBU według, której działacze Falangi mieli walczyć, jako ochotnicy  po stronie Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Szef wspomnianego ugrupowania, Bartosz Bekier był w Donbasie w 2014 roku, gdzie przemawiał na wiecu, na Placu Lenina, oraz spotkał się z Denisem Puszylinem, jednak dowodów na jakąkolwiek działalność wojskową działaczy Falangi nigdy nie przedstawiono- SBU w swoich oskarżeniach nie przedstawia żadnych argumentów, analogicznie media w Polsce nie informują czytelników o tym, że takie oskarżenia nie mają podstaw.

Bekier na swoim profilu, na portalu społecznościowym Facebook stwierdził, że Falanga nie dokonywała żadnych działań terrorystycznych, a on sam nie dowodził legionem ochotników w Donbasie. Oczywiście nic innego napisać nie mógł nie narażając się na aresztowanie, oraz delegalizację swojej organizacji.

W Areszcie Śledczym od ponad roku przebywa z kolei Mateusz Piskorski, prezes niezarejestrowanej partii “Zmiana”. Został zatrzymany z podejrzeniem o szpiegostwo, ostatecznie prokurator sprecyzował, że chodzi o podejrzenie szpiegostwa na rzecz Rosji- żadnych innych informacji opinii publicznej przez ten czas nie udzielono co wzbudziło niepokój również u posłów na Sejm RP. Mateusz Piskorski był kilkukrotnie w Donbasie, Rosji, oraz na Krymie. Jego również SBU, na długo przed aresztowaniem oskarżyło o pracę na rzecz “rosyjskiej wojny hybrydowej”.

W 2016 roku, grupa określająca się jako “Cichociemni” rozpoczęła akcję niszczenia pomników poświęconych Ukraińskiej Powstańczej Armii, które w sposób nielegalny były stawiane w Polsce. Wszystkie akcje były nagrywane, a następnie publikowane, wraz z  logo Obozu Wielkiej Polski- organizacji zajmującej się min. organizacją anty-banderowskich demonstracji w Polsce, oraz pomocą humanitarną dla Donbasu. Rok później ukraińscy hakerzy złamali pocztę elektroniczną Aleksandra Usowskiego, wg. środowisk pro-ukraińskich miał on finansować anty-ukraińskie działania w Polsce. Sam Usowski stwierdził, że przekazywał środki finansowe prywatnie, jego powiązań z rosyjskim wywiadem nie udowodniono. Do współpracy z nim przyznał się działacz Obozu Wielkiej Polski Wojciech Wacław Wojtulewicz, sam OWP zaprzeczył i dyscyplinarnie usunął Wojtulewicza ze swoich szeregów.  Oczywiście strona ukraińska jeszcze przed wyciekiem poczty Usowskiego stwierdziła, że niszczenie pomników UPA to wynik rosyjskiej prowokacji.

W podobnym duchu zresztą SBU mówi zawsze. Każde antypolskie działania na terytorium Ukrainy, oraz anty-ukraińskie akcje na terenie Polski są nazywane przez polityków i funkcjonariuszy służb państwowych na Ukrainie, “elementami rosyjskiej wojny hybrydowej” i rosyjskiej prowokacji. Wynikałoby z tego, że wszystkie środowiska niepałające miłością do Ukrainy w jakimkolwiek kontekście są utrzymywane, inspirowane i kierowane z Moskwy- konkretnie przez rosyjskie służby wywiadowcze. Jednakże “czynniki opiniotwórcze” w Kijowie w identycznym duchu nazwały działania polskiego Instytutu Pamięci Narodowej, oraz władz Rzeczypospolitej , które doprowadziły do np.  uchwalenia ustawy zakazującej propagowania banderyzmu, uchwałę ustanawiającą 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. Wynika z tego, że prezydent Andrzej Duda, oraz większość polskich parlamentarzystów jest inspirowana przez rosyjskie służby… .

Można wysunąć ryzykowną tezę, że Aleksander Usowski, bądź inne osoby prywatne, czy organizacje społeczne współpracowały z osobami/stowarzyszeniami z Polski w celu prowadzenia wspólnych działań politycznych przeciwko Ukrainie/fali banderyzmu i dalej: jako międzynarodowe wsparcie dla Donbasu. Można  przypuszczać, że współpraca dotyczyłaby  organizacji demonstracji, uświadamiania społeczeństwa o banderowskim zagrożeniu, sytuacji w Donbasie, czy nawet niszczenia pomników UPA. Z perspektywy lat wygląda to tak, że to co zaczęły małe organizacje, zostało podjęte przez  władze RP: pomniki UPA są demontowane przez administracje miast, historycznych zbrodni UPA nikt już nie stara się ukryć, nikt nie utrzymuje, że “Prawy Sektor”/pułk “Azow” to organizacje propolskie (tak jak to próbował robić Tomasz Maciejczuk i poseł Małgorzata Gosiewska), za propagowanie banderyzmu można w skrajnych przypadkach wylądować w więzieniu i wydawać by się mogło, że rząd Polski stracił cierpliwość wobec władzy w Kijowie. Idąc ukraińską retoryką, Putin opanował Polskę.

Podobnie ma się rzecz z antypolskimi działaniami na Ukrainie. Słuchając komunikatów SBU, które tak bardzo lubią powtarzać media w Polsce, rosyjscy dywersanci-prowokatorzy-agenci usuwają polską symbolikę z Cmentarza Orląt Lwowskich, w polskim kościele we Lwowie powiesili portret Bandery i tegoż kościoła w polskie ręce nie chcą oddać. Rosyjscy agenci wywiadu przebrali się za Polaków i zablokowali drogę w obronie praw polskiej mniejszości. Oni również ostrzelali polski konsulat itd. itd. Ma to swój “wymiar historyczny”, za Rzez Wołyńską Ukraińcy również oskarżają Rosjan, oczywiście jeżeli akurat nie mówią, że jej w ogóle nie było.

W ostatnich miesiącach wiele się słyszy o “zmianie w polskiej polityki względem Ukrainy”. W rosyjskich mediach często pojawiały się komentarze sugerujące, bądź stwierdzające wprost, że Polska przygotowuje grunt pod agresję, zamierza wyjść z UE/NATO, przyjmie prorosyjską orientację itd. Są to oczywiście naiwne życzenia. Władze w Warszawie nie spodziewały się tak agresywnego odzewu wobec nowelizacji ustawy o IPN i powiedzmy sobie szczerze, że o ile stanowiska Izraela i USA w kwestii “polskich obozów śmierci” wprowadziło dużo zamieszania, o tyle ukraińskie oburzenie nikogo nie obeszło. Sprawa zeszła szybko w cień. Podobnie jak “czarna lista banderowców” sporządzoną przez byłego Ministra Spraw Zagranicznych Witolda Waszczykowskiego (a której to listy nikt nigdy na oczy nie widział), tak i zakaz banderyzmu może się okazać jedynie działaniem propagandowym. Po co? Odpowiedz mieści się w jednym słowie: wybory.

Wkrótce w Polsce odbędą się wybory samorządowe. Przed wyborami parlamentarnymi rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość deklarowała konfrontację z ukraińską polityką historyczna. Faktycznie jednak temat starała się ze wszystkich sił ukryć, co wzbudzało negatywne reakcję u ogromnej części potencjalnych, konserwatywnych wyborców. Na kilka miesięcy przed wyborami postanowiono więc coś z tym zrobić. Jednocześnie władza w Warszawie zapewniała o swoim poparciu dla prezydenta Poroszenko, a Duda na cel swojej wizyty wybrał Charków nie bez przyczyny. Ani na moment nie zrezygnowano również z antyrosyjskiej retoryki. Z mediów w Polsce nieustannie płynął i płynie przekaz, ze za całe zło tego świata odpowiada nie kto inny, a sam Władimir Władimirowicz. To co pokazano społeczeństwu, anty-banderowską nawet nie akcję, a zaledwie jakieś działania “w wolnej chwili” to jedynie cyrk przedwyborczy. Jednocześnie społeczeństwu na każdym kroku przypomina się o tym, że to Rosja jest wrogiem numer jeden.

Jednak fala anty-ukraińskich nastrojów jaka przetacza się przez Polskę nie uszła uwadze rządzących. Nie da się jej ukryć, a puste szukanie rosyjskich agentów na Facebooku nie przyniosło skutku. Polacy po prostu Bandery nie pokochali- co tu dużo mówić.

I w tym momencie Służba Bezpieczeństwa Ukrainy informuje o tym, że działacze Falangi, której “członkowie walczyli w Donbasie” dokonali dwóch prób podpalenia budynku mniejszości węgierskiej w Użhorodzie. Polska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymuje podejrzanych, a wszystkie media w Polsce przepisują komunikat SBU bez słowa krytyki, czy samodzielnej próby konfrontacji faktów- zresztą robią tak już 4 lata, więc nic nowego się nie dzieje. Przekaz jest jasny: to rosyjski wywiad odpowiada za wszystko.

Jaki cel miałaby Falanga (czy ludzie uznani za jej działaczy)z podpalenia budynku Stowarzyszenia Kultury Węgierskiej? Dla każdego kto chociaż trochę zna Polaków, jest oczywiste, że jakiekolwiek działania antywęgierskie będą zawsze nie do przyjęcia. Przyjaźń polsko-węgierska jest do tego stopnia wpisana w tożsamość narodową, że podobne działania zostaną przyjęte co najmniej z oburzeniem, zwłaszcza wśród sympatyków nacjonalizmu/konserwatyzmu itd. Logicznie trzeba przyjąć, że chodziło o próbę obwinienia za pożar Ukraińców, “najlepiej” radykalne środowiska nacjonalistów. Wtedy narastający konflikt ukraińsko-węgierski tylko by się wzmógł. Pytanie zasadnicze jednak, po co u podejrzanych kamera wideo? Żeby potwierdzić swoją (polską) obecność na miejscu? Żaden z nich nie ma pochodzenia ukraińskiego, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo- podszyć się pod Ukraińca było by bardzo trudno, aczkolwiek jeżeli na zapisie wideo nikt nie będzie nic mówił, jest to wykonalne- tylko, że całkowicie niewiarygodne.

Falanga lubi się reklamować, jak każda mała organizacja nie przepuści okazji do tego, aby się pokazać. Tą akcją jednak pochwalić by się nie mogli, bo popełnili by prawne i polityczne samobójstwo, udział w niej Polaków nie miałby najmniejszego sensu, chyba że nagle polscy nacjonaliści oficjalnie zechcieliby zaatakować Węgrów- po co i dlaczego akurat na Ukrainie skoro mogliby to zrobić u siebie? Dla takiej akcji o wiele lepiej zwerbować/wynająć Ukraińców. Materiał wideo z płonącym budynkiem i okrzykami “Sława Ukrainie” byłby o 100% przekonywujący. Do tego rosyjskie służby nie muszą podstawiać nikogo, wystarczy zainspirować ukraińskich radykałów- a skoro Kreml inspiruje polski rząd to w czym problem…?

Obecnie sytuacja wygląda tak: polscy nacjonaliści dwukrotnie próbują podpalić węgierską placówkę w celu sprowokowania antagonizmów ukraińsko-węgierskich. Nie udaje się, SBU poznaje ich personalia, ale zatrzymani zostają w Polsce na wskutek współpracy ABW-SBU. Falanga zostaje skompromitowana, również w Polsce, bo antywęgierskich działań nie wybaczy żadne środowisko prawicowe. Media nad Wisłą wiernie powtarzają komunikat SBU, “bo po co wnikać w szczegóły?”, w Sejmie odbywa się specjalne posiedzenie komisji. Przekaz prosty: rosyjska wojna hybrydowa.

Falanga na takiej akcji nie zyskuje nic- nawet w przypadku powodzenia. Traci jednak wszystko. Natomiast zwolennicy teorii mówiącej, że za wszystkimi działaniami anty-polskimi/anty-ukraińskim stoi Kreml, otrzymują prezent o jakim nawet marzyć nie mogli. Tym bardziej, że znając sytuację Mateusza Piskorskiego, można się spodziewać, że opinia publiczna nie dowie się już niczego więcej, podejrzani spędzą dużo czasu w areszcie, a śledztwo zostanie utajnione.I jedynymi beneficjentami pozostanie SBU i jego sympatycy w Polsce, oraz “parlamentarna frakcja rusofobów” do których całkiem przypadkowo należy  przewodniczący komisji Marek Opioła.

Wnioski są proste, albo w Falandze działają skończeni nieudacznicy, albo po raz kolejny z opinii publicznej próbuje się zrobić idiotów. Sprawę być może rozstrzygnie śledztwo, być może.

Напали ли поляки на венгров в Украине?

 

Wasze komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>